Marsz Niepodległości: The Game

  • Pomysł na dziś: niekolekcjonerska gra karciana "Marsz Niepodległości".

    Po jednej stronie, monolityczna karykaturalna bojówkarska skrajna prawica. Cel: przejść wyznaczoną trasą do końca, dokonując po drodze jak największych zniszczeń. Po drugiej, nie mniej monolityczna i karykaturalna bojówkarska Antifa i siły policji. Cel: w jak najkrótszym czasie rozbić lub zablokować marsz. Obie strony sportretowane według najbardziej przesadnych relacji medialnych tworzonych przez stronę przeciwną.

    A może Tower Defence? Sunący naprzód marsz niczym zombiaki z "Zombiaków"?

    Wkrótce wykwitły te oto komentarze:

    Aleksandra: ten pomysł to prawdopośrodkizm. pomysł, że wandale i ci, co się przed nimi bronią, są sobie równi, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
     
    Wojciech: przyrównywanie policji do bandy kiboli to dość ciekawa rzecz,@gamedec czy policjanci wybijaja szyby w waszej siedzibie i podpalają ją,w ramach obchodów takiego czy innego swięta?może warto się zastanowić zanim się napisze idiotyzmy...

    Ja: A skąd pomysł, że taka gra byłaby poważnym komentarzem do rzeczywistości? Jeśli już, to medialnej.
     
     Ja: Gra tak jak film czy komiks czy opowiadanie jest utworem fikcyjnym. Karykatura z natury rzeczy nie aspiruje do rzetelnego i obiektywnego przedstawienia rzeczywistości. Dlaczego do fikcji i karykatury mielibyśmy przykładać takie standardy jak do dokumentu?

    Aleksandra: Fikcja wpływa na to, jak ludzie postrzegają świat. Autor jest odpowiedzialny za to, co tworzy. Odpowiedzialność społeczna.

     Ja: Ogólnikowe slogany sprzedawane jako święte prawdy objawione.

    Ideologia również wpływa na postrzeganie. Na przykład każe ludziom odrzucić powszechnie uznaną zasadę nie-poważności fikcji i kazać wszystko traktować ze śmiertelną powagą. Sorry. Od zarania
    dziejów dzieci i dorośli wiedzą, że to, co się dzieje w grze, jest na niby i nie na poważnie.

    A jeśli gra miałaby mieć poważny cel, czego nie wykluczam, to byłaby nim refleksja nad (nie)wiarygodnością przekazu medialnego, a nie komentarz do wydarzeń

    Aleksandra: Ad ostatni akapit: nie wynika to z opisu. W opisie brakuje tego cudzysłowu, który wskazywałby na komentarz do mediów zamiast do wydarzeń.

    Ja: A zwrot "obie strony sportretowane według najbardziej przesadnych relacji medialnych" niby po co tam jest? 

    Aleksandra: dokładniej: to nadal nie nadaje tego cudzysłowu, por. prawo Poego
      
    Ja: Whatever. To w ogóle nie jest oficjalny tekst promocyjny, tylko na gorąco rzucony szkic pomysłu. Nie było żadnych szczegółów na temat gameplayu, żadnego ekstremalnego lub nieekstremalnego stanowiska, żadnej wprost wyrażonej intencji. Za to wyraźnie było, że niefaktograficzne a medialne i że mocno przerysowane. Moim zdaniem, nie ma podstaw, by zakładać złe intencje i z góry pomawiać o ekstremizm czy middletruthism.

    I nie sądzę, żeby ze względu na Poego przy każdym luźno rzuconym pomyśle trzeba było otaczać się disclaimerami i deklaracjami prawomyślności. Nawet jeśli zahaczam o rzeczywistość bieżącą i kontrowersyjną. (MM)
     

    Wojciech: to iz jest to rzucony na gorąco szkic,nie wyklucza odpowiedzialności za słowa,a tutaj zaprezentowaliście totalna bezmyślność.Dzięki takim właśnie opiniom usprawiedliwiającym bandytyzm mamy taki syf jaki mamy na ulicach każdego dnia,ale przecież zawsze można wytłumaczyć że to było rzucone na gorąco ,wielu się tak tłumaczy choćby Abp Michalik ostatnio 

     Ja:  Pohamuj waść język, z tą swoją nieomylną arogancją i sianiem wrogości tam, gdzie jej nie ma. Z mojej perspektywy, bezmyślność i arogancja charakteryzuje ciebie, gdy przypisujesz mi zrównywanie bandytów z policją w tym krótkim tekście. O prawakach napisałem tyle, że idą i niszczą, czyli postawiłem ich w roli wandali i agresorów. O policji napisałem tyle, że starają się ów marsz opóźnić i rozbić. Czyli postawiłem ich po stronie przeciwnej, jako walczących z agresorami i wandalami. Gdzie ty tam widzisz zrównywanie i usprawiedliwianie bandytów? 

    Aleksandra2: nie odróżniasz tematu gry od przesłania gry; na szybko powstał możliwy temat gry, której przesłania (tworzonego przez gameplay) jeszcze nie ma. Nie możesz nic powiedzieć o samej grze (która, przypomną, w ogóle nie istnieje). Tak, temat gry rzucony na gorąco jako problem do namysłu i dyskusji (=co można zrobić w grze na taki temat? jaka musiałaby być taka gra? jak skonstruować gameplay?) Boisz się kontrowersyjnej tematyki w grach? Nie chcesz, aby tworzono gry zaangażowane społecznie? Uważasz, że powinniśmy udawać, że nic się nie stało? W ten sposób zaprzeczasz istnieniu przemocy w polskiej sferze publicznej. Szkoda. Taka sytuacja: gra, w której strzelasz do ludzi, w stereotypowym kraju arabskim. Powiesz - co za pomysł, jaka totalna bezmyślność. Tylko że chodzi akurat o September 12th http://www.gamesforchange.org/.../ Polecam się zapoznać, to bardzo dobra analogia. 
    ...i na tym etapie, gdy dałem się wreszcie ponieść emocjom w obliczu pomówień i inwektyw, stwierdziłem, że temat wart notki blogowej. 

    Moi oponenci prezentują zachowania typowe dla dzisiejszej debaty publicznej: natychmiast rzucają się do negatywnej oceny (Wojciech jawnie obraźliwymi słowy), nie trudząc się bynajmniej przemyśleniem i zgłębieniem sprawy.  Żadne zresztą wielkie zgłębianie niepotrzebne; jestem tu w internecie, można wprost zapytać, jeśli intencje nie dość jasno wyrażone. Ale nie. Jeśli są wątpliwości, co do intencji, to automatycznie zakłada się, że są złe i szturmuje się z reprymendą. Hmm. Nikomu nie odmawiam prawa do wyrażenia oceny, ale jeśli ta ocena nie jest poprzedzona analizą, nie muszę jej traktować poważnie. 

    Druga rzecz, też typowa. Oboje wypowiadają się kategorycznymi zdaniami oznajmującymi. Próżno szukać "moim zdaniem", "być może", czy "można odnieść wrażenie". Nie ma pytań, świadczących o chęci lepszego zrozumienia stanowiska, które atakują. Same stwierdzenia faktu. Mimo że niemal wszystko, co mówią, to opinie, teorie i interpretacje, podatne na ludzką omylność i uprzedzenia ideologiczne. A oni wypowiadają się z pozycji autorytetów zdolnych nieomylnie wyrokować, jak fikcja i społeczeństwo działają "naprawdę". Śmieszne i smutne zarazem. Marzy mi się debata, w której ludzie będą mówić "taki jest mój (świato)pogląd, ale jeśli się nie zgadzasz, szanuję twoje zdanie" zamiast "taka jest PRAWDA, a jeśli tego nie rozumiesz, toś głupi i szkodliwy". 

    Podczas gdy teorii wpływu mediów na jednostkę/społeczeństwo jest multum. Od celnego i skutecznego magicznego pocisku, który robi z odbiorcami co zechce, przez teorie ograniczonego wpływu, które przyznają ludziom zdolność przetwarzania i odpierania przekazów medialnych, aż po teorie, według których wpływ ten jest znikomy wobec wpływu rodziny, znajomych, ideologii i wychowania. Np. agenda-setting theory, w myśl której media  ogniskują uwagę na konkretnych tematach, ale już nie programują tego, co ludzie na ten temat będą myśleć. Dlatego twierdzenie, że taka-czy-nie-inna fikcja jest społecznie szkodliwa jest tylko jedną z teorii. Tak samo ważną, jak teoria twierdząca przeciwnie.

    Wiecie, co w mojej opinii jest tu społecznie szkodliwe? Tabloidyzowanie debaty publicznej przez agresywne i pochopne ferowanie sądów połączone z przekonaniem o własnej nieomylności i wyższości moralnej. Kojarzy mi się to z mccarthyzmem 2.0, polowaniem na czarownice, gdzie w ferworze walki szafuje się oskarżeniami na prawo i lewo, po równi bijąc w winnych i niewinnych. A uderzenie w niewinnych rodzi poczucie krzywdy i gniew ze strony pokrzywdzonego, więc mimo że ów niewinny nie był z tobą wcześniej w konflikcie, to teraz rzeczywiście będzie. Gratuluję skuteczności w pogłębianiu antagonizmów społecznych. 

Komentarze