Kultura gwałtu na Pyrkonie

Radykalizm i łagodność

Motto na dzisiaj: "Approach people from a grounded place of acknowledgement that no one has a monopoly on truth; we just have perspectives and narratives and discourses that make sense to us the more we insulate ourselves with them. " http://becomingsomething.com/.../how-to-be-a-good-social.../). Kto to mówi? Queer feministka mocno zaangażowana w sprawiedliwość społeczną, głęboko wierząca w ideolo-dogmaty. A jednak…


1. Pamięta o tym, że to tylko dogmaty i przyznaje, że inne, nawet całkiem przeciwne też są zbudowane na dyskursach mających logiczną spójność. I że nie da się z naukową pewnością udowodnić, że to “my” mamy rację.


2. Uważa, że głosiciele szacunku, tolerancji i akceptacji powinni sami oferować te wartości innym, nie tylko żądać dla “swoich” (“We know what it’s like to not feel safe, we know what it’s like to be looked down upon, and we are hypocrites if we do not try to give that which we are demanding from others.”)


Oto głos feminizmu, w którego szeregach się widzę. Opartego na szacunku dla odmiennych światopoglądów i tolerancji dla odmiennych zachowań. Działającego perswazją, nie przemocą i groźbą. "Uważam twoje działanie za naganne, więc zapraszam do dyskusji, spróbuję cię przekonać - ale jak mi się nie uda, zostawię cię w spokoju. Bo pamiętam, że oboje jesteśmy omylni i subiektywni i szanuję ciebie i twoją autonomię na równi ze swoją." Tak ja widzę tolerancję, szacunek i bezpieczną przestrzeń.


A w praktyce widzę to żałośnie rzadko. Boję się, że feminizm szanujący cudze stanowisko zostanie zmarginalizowany przez feminizm totalitarny, który nie ma ani wątpliwości ani skrupułów. Przez taki, który powiada: “Uważam twoje działanie za naganne i każę ci zaniechać - a jak nie posłuchasz, skrzyknę stado, zrobimy medialną nagonkę i będziemy cię zaszczuwać, znieważać, bojkotować, prześladować, aż zmusimy do kapitulacji”. Nie poddasz się żądaniom, to zmusimy cię do uległości. We don't take no for an answer.


Coraz rzadziej u młodych - tolerancyjnych - prospołecznych widzę akceptację własnej omylności, rozpoznanie własnego światopoglądu jako jednego z wielu konstruktów złożonych z tez opartych na teoriach opartych na intepretacjach. Konstruktu niedoskonałego, a może i całkiem błędnego, bo stworzonego przez niedoskonałe ludzkie mózgi. Nic z tych rzeczy. Różnicę poglądów widzi się nie jako różnicę poglądów, tylko niedokształcenie lub złą wolę dyskutanta. Nie ma “chodź, przedyskutujemy nasze poglądy - może przekonam ciebie, może ty przekonasz mnie”. Jest “chodź, wyedukuję cię, wskażę ci błędy w rozumowaniu”.


Martwi mnie to i przeraża. Z ideologii sprawiedliwości społecznej, równouprawnienia, wzajemnego szacunku i tolerancji dla wielości poglądów - z którą na wskroś się identyfikuję! - wyrasta jej własne zaprzeczenie. Takie, które tolerancję i szacunek dla różnorodności ma wypisane złotymi zgłoskami na sztandarach, ale w czynach bezwzględnie się tym hasłom sprzeniewierza. 

Przykro mi też widzieć krzywdę, jaką przy tym odnosi feminizm łagodny. Bo gdy radykalni ustawiają oponentów jako wrogów - przysparzają sobie wrogów. Sobie i swoim łagodniejszym koleżankom. Godny ubolewania, antyfeministyczny hejt forumowy nie kieruje się wszak precyzyjnie w femiwojowniczki, które zainicjowały działania ofensywne. Backlash pluje na feminizm całościowo. Tylko czy feminizm radykalny chce w ogóle chronić feminizm łagodny? Gdy sam potrafi atakować swoje nie-dość-radykalne aktywistki za brak udziału w bojkotach?

Kolonializm i kultura gwałtu



Jawi mi się to jako trzecia - po chrześcijaństwie i kapitalizmie - fala kulturowego i politycznego kolonializmu rozpętanego przez wykształconego, białego człowieka Zachodu. Jak działa taki zachodni kolonializm? Schematycznie, bo historia się powtarza. Jako cywilizowany przyznaje sobie wyższość moralną i intelektualną uprawniającą do żądania, aby cała przestrzeń publiczna (a w dużej mierze i prywatna) podporządkowały się jej standardom. “Tylko my wiemy, co dobre i pożyteczne, więc to my będziemy decydować, co innym wolno a czego nie”. Swoją hegemonię osłania hasłami sprawiedliwości i miłości bliźniego. Opozycję dyskredytuje przez vilification: jeśli stają na drodze naszego Dobra, to są Złem - źli, szkodliwi, niebezpieczni, trzeba z nimi walczyć, nie można szanować. Nie ma mowy, że choćby częściowo mogą mieć słuszność.


Za chrześcijaństwa Prawdą było Słowo Boże, Dobrem zbawienie, a Złem Zło metafizyczne. My - adepci Prawdy, Miłości i Sprawiedliwości. Kto się sprzeciwia, ten grzesznik, heretyk, sługa Szatana.


Za XIX-wiecznego kolonializmu, Prawdą był obiektywny, pozytywistyczny światopogląd naukowy. Dobrem - postęp nauki, cywilizacji i dobrobytu, a Złem ciemnota, zabobon i niedorozwój. Kto na drodze, ten dzikus lub zacofaniec.


Dziś tak samo działa agresywny nurt rosnący w łonie ruchów sprawiedliwości społecznej.  (Pamiętajcie! nie uważam go za istotę owych ruchów, lecz ich zwyrodnienie, którego same są ofiarą.) Jego Prawdą są tezy, teorie i interpretacje społeczno-humanistyczne, które winduje do rangi Naukowo Stwierdzonych Faktów. Jego Dobrem - jak zawsze: sprawiedliwość, dobrobyt, miłość bliźniego, krzewienie cywilizowanych norm. A kto staje na drodze (nawet jeśli zgadza się z ideą, tylko kwestionuje środki), tego się dyskwalifikuje przez vilifikację. Etykietuje: dupek, rasista, faszysta lub seksistowski jerk. My cywilizowani, wy prymitywni. My społecznie pożyteczni, wy szkodliwi. W nas Czyste Dobro, a w was Zło.


Niewygodnie jest pamiętać, że to tylko jeden z możliwych punktów widzenia.
Bo wtedy można ujrzeć punkt alternatywny. Taki, w którym to my jesteśmy Złem.


Złem, które nie ma wątpliwości co do słuszności swoich racji, ślepo wierzy w swój monopol na Prawdę i w nieomylność w wyborze autorytetów.


Złem, które nie potrafi lubić, szanować i zgodnie współżyć z kimś, kto hołduje innemu światopoglądowi. Kto inny i nie da się zdominować - tego ustawia się na pozycji wroga.


Zlem, które nie ma ani skrupułów w doborze metod działania, nawet jeśli ktoś przy okazji ucierpi. Nawet, gdy ucierpią ci, w których interesie rzekomo się występuje.


Nie mówię “Zło” w sensie metafizycznym, niczym opętanie przez demona. Jeśli "opętanie", to przez przyziemną, zwierzęcą część ludzkiej natury. Przez skrytą w człowieku małpę,  który walczy o terytorium dla stada i o swoją dominację w stadzie. Sądzę, że każde stronnictwo chcące realizować cele polityczne (np. przez publicystykę) działa podobnie jak plemię i staje się podatne na małpoludzkie instynkty stadne. Cywilizowany człowiek Zachodu uszlachetnia to przez szczytne idee, którym ma służyć podbój mniej cywilizowanych kultur. I pewnie częściowo naprawdę służy! Wszak i chrystianizacja i XIX-wieczna kolonizacja miała aktywistów miłujących bliźnich i niosących realną pomoc. Ale nader często (może przeważnie?) piękne słówka to pozór. Przebranie w owczą skórę, spod której szczerzy zęby samiec alfa, który chce po prostu rządzić i gwałcić opór. Trzeba mądrości, by to u siebie rozpoznać. I wysokich standardów moralnych, żeby się tym przejąć i powstrzymać.


Przez całe moje kilkanaście lat obecności w fandomie wszystkie religie i ideologie polityczne respektowały niepisany “pakt o nieagresji”: konwent miał być przestrzenią bezpieczną od agitacji i sporów politycznych. O ile pamiętam, nigdy żadna ideolo-grupa nie brukała tego buciorami, nie obejmowała “działaniami operacyjnymi”. Nie podżegała tłumów do masowych akcji “anty”. Nie zamieniała przestrzeni przyjaznej w przestrzeń namierzania i atakowania wrogów. Aż do teraz. Nie pozwolili, by przestrzeń pozostała bezpieczna - musi być skolonizowana!

Można się niby pocieszać, że bojkot eliminuje tych najbardziej agresywnych, skłonnych atakować innych za różnice kulturowe. Można dowcipkować, że faktycznie uczynili Pyrkon przestrzenią bezpieczniejszą - przez swą nieobecność. Ale i tak bardziej mnie to wszystko smuci niż śmieszy. Pewna cezura została przekroczona, pewien etap historii fandomu zamknięty. Na konwenty wtargnęła wojna ideologiczna, tworząc rozłamy i wrogość. A wraz z nią kultura gwałtu, która uważa, że w budowie Lepszego Świata ma prawo gwałcić autonomię drugiego człowieka. 


Post Scriptum

Dostałem prywatnie pytanie, które chyba warte jest odpowiedzi. Oto ono:

Sugerujesz, że osoby, które skrytykowały filmik reklamowy w sposób kategoryczny, nie obwarowując swoich wypowiedzi uwagą, że ich pogląd jest tylko jednym z wielu możliwych - ani gorszym, ani lepszym niż pozostałe, dopuściły się gwałtu na autonomii swoich oponentów? Tylko dlatego, że nie osłabiły retorycznej siły swoich wypowiedzi zastrzeżeniami  (Bartosz Orlewski)

Odpowiadam: Nie sugeruję. Krytykę kategoryczną, walącą reality claims bez markerów "sądzę" / "wydaje mi się", uważam za nieokazanie szacunku odbiorcom (niekoniecznie brak, ale nieokazanie). Uważam, że to utrudnia debatę publiczną i obniża jej jakość. Ale niczego nie gwałci. Gwałt na autonomii zaczyna się w momencie, gdy chcesz przez zastraszenie zmusić kogoś do uległości.

Nie jest gwałtem perswazja, nie jest gwałtem krytyczna publicystyka (nawet kategoryczna). Jeszcze nie gwałtem, ale już próbą dominacji nazwę żądanie przeprosin za szkodę, której istnienie jest dyskusyjne (bo istnieje tylko w twoim dyskursie, a nie w dyskursie drugiej osoby). Gwałtem jest natomiast zastraszanie przez podżeganie tłumów do medialnej nagonki, do cyberstalkingu, do bojkotu ekonomicznego. To już nie jest krytyka, tylko akcja o cechach sabotażu, mająca wyrządzić szkodę ekonomiczną i wizerunkową. Po co? Po to, by zaszczuty medialnie człowiek zaczął postępować zgodnie z twoimi przekonaniami, a nie własnymi. Gwałt. Zbiorowy. I brutalny. Tak ja to widzę.

*** A obok feministki chcącej wyrugować nagie reklamy z przestrzeni publicznej stoi konserwatysta, który chce wyrugować homoseksualizm i w ogóle erotykę. I wegetarianin, co chce wyrugować mięso. I muzułmanin, co chce zakazać kobietom odsłaniania nóg i ramion. Chcielibyście, żeby inne stronnictwa z pomysłem na Lepszy Świat walczyły o przestrzeń publiczną w taki sam sposób? Również w niby apolitycznej przestrzeni fandomowej? Ulegalibyście ich postulatom, jeśli czują się obrażeni i skrzywdzeni waszym zachowaniem? Jeśli nie, to dlaczego inni mają ulegać wam?

Komentarze

  1. Tak tylko chciałem powiedzieć, że mimo, że się z Tobą (chyba często) nie zgadzam, to cieszę się, że próbujesz dyskutować, a nie narzucać swoje zdanie. Mam nadzieję, że taka postawa będzie bardziej powszechna. I wybacz, jeśli miałeś wrażenie, że próbuję na siłę wcisnąć Ci swoje poglądy - nigdy nie było to moim zamiarem :). Sam dość mocno odczuwam presję ze strony osób, które chciałyby po prostu, żebym się zamknął i nigdy więcej nie odzywał, więc chyba rozumiem niepokój. Pozdrawiam i do zobaczenia na Pyrkonie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Monsieur, w polemice z tym artykułem przegrać, to jak wygrać.
    Ośmielę się zaryzykować tezę, że bardzo często zapominamy dlaczego się kłócimy. Zapominamy dlaczego alergicznie reagujemy na wszystko. Bo dzisiejsze czasy uwielbiają zapominalstwo. Nikt już nie pamięta że dyskusja, erystyka, subtelne prowadzenie rozmowy jest przyjemniejsze niż zawołanie "bij, kto w macicę wierzy". Że każda postawiona litera jest malutką iskierką przyjemności. I co najważniejsze, Ludzie, zapominają że ci twórcy są niedoskonali. Są ludźmi, takimi samymi jak oni. Bywają nieprofesjonalni. Odchodzą na emeryturę (a RPGowcy bardzo często odchodzą na emeryturę w wieku 26 lat, nawet wcześniej). A młodzi się uczą. Najczęściej na błędach. Często, przez wiadro pomyj, wylewane im na głowy. Zapewne to właśnie tacy ludzie stworzyli ten filmik. Więc każdy, pokazany publicznie, zwłaszcza związany z dyskryminacją wygląda IDENTYCZNIE.
    I najbardziej boli mnie jedno - nie spotkałem nawet jednego dobrego dyplomaty który zapytał "zatem ustalmy, przyjaciele, jak dobrze zrobić reklamę z nagim człowiekiem. Pokażmy że jesteśmy dobrzy w wykorzystywaniu symboli. Pokażmy że RPG to tajemnica, dreszczyk niepewności. To niedopowiedzenie. To wszystko co tylko możesz sobie wyobrazić"

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że nawoływanie do szacunku dla odmiennych światopoglądów i tolerancji dla odmiennych zachowań brzmiałoby szczerzej, gdyby przy omawianiu vilifikacji wspomnieć o takich zwrotach jak "femi-nazistki". Nie wierzę w złą wolę dyskutanta, ale czy takie podejście nie jest przypadkiem vilifikacją deboła feminizmu?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym jednak zaczął od zauważenia tych komentarzy:

    "miłośnicy politycznej poprawności przyczepią się do wszystkiego"
    "Widze niektorzy odmawiaja kobietom prawa do bycia piękną. Niepotrzebnie przepraszacie, to ich powinno sie pouczać"
    "Oj tam takie pitu pitu niewyżytych nerdów. Ale miło, że przyjmujecie każdą krytykę i się do niej odnosicie"
    "zdajesz sobie sprawę, że wtedy też to byłby seksizm, tylko w stosunku do mężczyzn? Problem w tym, że wtedy nikt by nie miał wtedy bólu dupy, bo tak działa "równouprawnienie""
    "a pretensje to mogą mieć stare dewoty i księża - jak to zawsze do wszystkiego mają!"
    "Reklama jest spoko, komuś zabrakło tylko maści na ból tylnej części ciała."
    "ludziom którzy maja pianę na ustach po zobaczeniu"
    "Feministkom-terrorystkom i niewolnikom absurdalnie pojętej poprawności politycznej mówimy NIE!"
    "Patrzcie jak cioty płaczą"
    "ból dupy feministycznych paszczurów"
    "lewactwo" (żeby nie ułatwiać sobie zadania, pominę dalsze komentarze Kamila Szarmacha)
    i tak dalej (zatrzymałem się tutaj: https://www.facebook.com/Pyrkon/posts/838174512865205?comment_id=8774948&offset=150&total_comments=283)

    Specjalnie wybrałem tylko te najbardziej odrażające i agresywne wypowiedzi, ale oczywiście jest tego więcej. O wiele więcej. Czekam na kontrargument empiryczny, czyli pokazanie równie licznych wypowiedzi drugiej strony, które będą zawierały analogiczne stężenie agresji personalnej (podkreślam: personalnej). Kto wie, może gdzieś faktycznie istnieją? Ja nie spotkałem.

    Źródło: https://www.facebook.com/Pyrkon/posts/838174512865205?stream_ref=10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, chciałbym być jednoznaczny: pewnie da się znaleźć jakieś pojedyncze wypowiedzi "strony krytykującej filmik", które będą na podobnym poziomie co przytoczone wyżej. Niemniej wszystko, co do tej pory przeczytałem, sugeruje, że dysproporcja jest drastyczna. Być może czegoś nie widzę – confirmation bias itd. – ale jeśli tak, to niech po prostu ktoś pozbiera skądś kontrcytaty i wyprowadzi mnie z błędu. ;-)

      Usuń
    2. Jest dokładnie tak, jak piszesz.

      Usuń
  5. To, co powiedzieli przedmówcy, Stanisław i Oskar.

    Poza tym, w temacie autonomii. Dwie dziewczyny opowiedziały o przypadkach molestowania. Naruszono ich autonomię, nie abstrakcyjną, światopogladową, tylko tę podstawową, CIELESNĄ. No do cholery, to JEST poważna sprawa!

    Tymczasem wśród reakcji są i takie:
    https://www.facebook.com/turlamokragle/photos/pb.1484115758478508.-2207520000.1395337513./1485629981660419/?type=3&theater

    IMHO Twój opis:
    >>Złem, które nie ma wątpliwości co do słuszności swoich racji, ślepo wierzy w swój monopol na Prawdę i w nieomylność w wyborze autorytetów.
    >>Złem, które nie potrafi lubić, szanować i zgodnie współżyć z kimś, kto hołduje innemu światopoglądowi. Kto inny i nie da się zdominować - tego ustawia się na pozycji wroga.
    ..świetnie pasuje do tego właśnie przypadku.

    Twoja argumentacja przypomina trochę stosowanie przepisu o obronie koniecznej w Polsce. Tak bardzo troszczysz się, by ofiara nie przeholowała, że zapominasz, kto jest sprawcą.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Dwie dziewczyny opowiedziały o przypadkach molestowania. Naruszono ich autonomię, nie abstrakcyjną, światopogladową, tylko tę podstawową, CIELESNĄ. No do cholery, to JEST poważna sprawa!"

    Zgadzam się absolutnie.

    Co do zasypywania mnie przykładami chamstwo-agresji drugiej strony...

    1. Nie rozumiem, jakiej tezie to służy. Czy to, że po drugiej stronie jest tego statystycznie więcej, oznacza, że nasza chamstwo-agresja staje się słuszna?

    2. Jeśli ktoś otwarcie stoi na pozycji nietolerancyjnego szowinisty, to jaki sens ma pouczanie go o tolerancji i kulturze dyskusji? Odwoływanie się do wartości, których on nie uznaje? Widzę sens takiej perswazji tylko wobec ludzi, którzy za tolerancyjnych i przyjaznych się uznają.

    3. Warto też pamiętać, kto tu jest agresorem. Która strona zachowała się inwazyjnie, żądając podporządkowania polityki medialnej Pyrkonu (a pewnie i fandomu) swoim standardom. Napiszę wielkimi literami: NIE, TO NIE USPRAWIEDLIWIA chamstwa i agresji ze strony innych środowisk. Ale jest kontekstem, który warto uwzględnić dla lepszego zrozumienia sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad 1. W moim wypadku służy to wskazaniu, że problem "po drugiej stronie" (to pewnie jakieś uproszczenie, ale obaj mamy tego świadomość) jest rzeczywiście rozległy. Natomiast nie wydaje mi się, aby zjawiska, o których piszesz w notce, były tak częste, jak wprost piszesz w notce. I mnie się zdarzyło wpaść w podobną pułapkę, ale nie mam wrażenie, aby to była jakaś ogólnie panująca postawa.

      Ad 2. Przypuszczam, że niewielu ludzi w fandomie określiłoby się jako nietolerancyjnych i nieprzyjaznych. :)

      Ad 3. To mocne słowo: "agresja". Ja wolałbym mówić o "krytyce". No i z punktu widzenia krytyków filmiku jest przecież tak, że to sposób przedstawienia kobiecości w nagraniu był wpisaniem się w przemoc symboliczną (w sensie Pierre'a Bourdieu) wobec kobiet.

      Usuń

Prześlij komentarz

Comment