Szczucie Pyrkonem

Kurz jeszcze nie opadł po Pyrkonowej zadymie wokół spotu reklamowego "Kostki zostały rzucone". Kto wie, może prawdziwy shitstorm dopiero nadciąga. Na starość robię się chyba 'miętki' i emocjonalny, bo sam przeszedłem falę zdumienia, złości i zasmucenia. I stwierdziłem, że napiszę.

Zgadzam się, że reklamowanie Pyrkonu czy kostek przez kobiecą seksualność to pomysł płytki, pospolity, niewyrafinowany. Ale... cóż z tego? Chcemy żyć w Platońskiej tyranii filozofów, gdzie rację bytu mają tylko rzeczy subtelne i głęboko przemyślane? Bez spontaniczności? Bez wygłupów? Bez przyziemnych przyjemności? Eee, dajcie spokój. Tak, spoty seksualizujące są płytkie i sztampowe, na prymitywnych instynktach, może i bywają szkodliwe w nadmiarze i w danym kontekście. Tak samo jak alkohol. Telewizja. Gry. Jedzenie. Sport. I setki innych ludzkich rzeczy.

Jechał sęk tego spota. Jego potencjalną szkodliwość mam za minimalną. Ale przy jego okazji napotkałem inne rzeczy, które uważam za  szkodliwe głęboko i porażająco. Nietolerancję. Zianie wrogością wobec fandomowych kolegów. Chęć dominacji posuniętą tak daleko, że żądamy przeprosin za to, że ktoś śmiał postąpić niezgodnie z głoszonymi przez nas standardami. Najsmutniejsze, że mamy tu do czynienia z takimi obrońcami równouprawnienia i niedyskryminacji płci, którzy:
- uprzedmiotawiają Martę grającą w spocie, sprowadzając ją do roli przedmiotu dyskusji
- odmawiają jej podmiotowości jako świadomej współautorki spota
- retorycznie utwierdzają heteronormatywność seksualną i dwubiegunowość płci
- tworzą atmosferę zagrożenia medialną nagonką, ograniczając kobietom swobodę ekspresji

Po kolei.

Prawdziwe uprzedmiotowienie Marty?

Już to zauważył Sakwan, ale i ja powiem. Podmiotowe traktowanie kobiety - tak, jak ja to rozumiem - wymaga przyznania jej roli podmiotu w dyskusji. Wkurza nas klip, chcemy ogłosić sexism alert? No to przede wszystkim robimy wywiad z aktorką. Dajemy jej prawo głosu i z szacunkiem odnosimy się do jej stanowiska. Może nawet z większym szacunkiem niż do naszego, bo to w końcu o nią i jej godność chodzi. A co robią obrońcy podmiotowości kobiety?  Ot, nerdkobieta.blog.pl pisze: "Poprosiłam Aleksandrę Sontowską, feministkę i blogerkę, o kilka zdań na temat „kwestii kostek”."
Świetny pomysł: Oddać pierwszy głos nie osobie pokrzywdzonej internetowym hejtem, tylko osobie uprzywilejowanej jako dobrze znana i (nie)sławna komentatorka. W walce z uprzedmiotowieniem potraktować Magdę nie jak osobę, tylko właśnie przedmiot dyskusji, dyskutując na jej temat ponad jej głową.

A ja właśnie wysłałem jej ten tekst przed publikacją. Pogadałem. Poprosiłem o komentarz. Publikuję, bo się zgodziła. Gdyby poprosiła, to bym nie opublikował. I co wy na to, gromko grzmiący krytycy spod sztandaru obrony kobiecej godności? Który z was mnie przelicytuje na szacunek dla podmiotowości kobiety? Ale taki w działaniach, a nie tylko w gębie?


Męskie spojrzenie?

Typowy slogan: klip z rozbierającą się kobietą redukuje kobietę do roli obiektu męskiej przyjemności. Tylko czy szermujący tym sloganem nie utwierdzają patriarchalnej, opresyjnej heteronormatywności? Nie sugerują gejom, że brak tego spojrzenia czyni ich niemęskimi? I przecież są lesbijki, które znajdują przyjemność w oglądaniu kobiecej seksualności. Nazywanie tego spojrzenia "męskim" może być dla nich obraźliwe; wszak mają prawo czuć się ze swą seksualnością kobieco. I co to w ogóle za stereotypizujący i męskocentryczny pomysł, że za kamerą stać musi mężczyzna hetero?

No i dwubiegunowość płci M / K to kolejny patriarchalny konstrukt! Jak można w imię ideologii genderowo-równościowej sprowadzać wszystko do dwóch płci o jaskrawo odmiennych cechach? Tak jakby inne nie istniały, albo były tak nieistotne, że nie warto ich uwzględniać w dyskusji?

Empowerment?

Mój feminizm powiada, że kobieta i mężczyzna jednakowo mają prawo, wyrażać poglądy, tworzyć sztukę i przekazy medialne jak chcą, byle bez poniewierania drugiej osoby. W tym, kobieta ma prawo bawić się seksistowskimi stereotypami i robić o tym / z tego filmiki. I od społeczności feministycznej powinna dostać wsparcie. Uznanie za odwagę pokazywania siebie i kształtowania swego wizerunku. A dostaje krzyki "żenujące!", "obrzydliwe!", "gówniarstwo!" w komentarzach. Plus szereg rozwiniętych oskarżeń o uprzedmiotowienie, obraźliwość i szkodliwość społeczną. Taki oto klimat tolerancji i akceptacji dla swobodnej ekspresji kobiet w mediach.

Znacie ten komiks z Kiciputka? Zgadnijcie, czego w nim brakuje?

Brakuje kadru z okrzykami "uprzedmiotowiona!", "podporządkowana mężczyznom!", "utrwala seksizm!". Gdybym umiał rysować, to bym teraz dorysował w podobnej stylistyce kobietę w wannie z kostkami, a w dymkach stosowne komentarze obrońców kobiecej godności. Nie umiem, więc liczę na waszą wyobraźnię.

Dotarło?

Wiecie, co dla mnie jest tu żenujące, obrzydliwe i gówniarskie, że zapożyczę język niektórych komentatorów? To, że obrona praw i godności kobiet objawia się w taki sposób - werbalną agresją i wmawianiem winy kobiecie za to, że zachowała się niezgodnie z wzorcem zachowań, jaki "nasze" ideolo-stronnictwo chce kobietom narzucić. W wymiarze jednostkowym jest to pewnie bardzo przykre dla Marty. W społecznym - tworzy klimat zastraszenia wobec innych kobiet, które mogłyby mieć ochotę podobnie pobawić się stereotypami. Nie dość, że to agresywne i zaborcze, to jeszcze przynosi kobietom więcej szkody niż pożytku. Tak ja to widzę.

Śmieszno-straszne, że toksyczna kultura wzajemnych oskarżeń o wykroczenia ideologiczne knebluje usta (no, nie knebluje - zastrasza) nie tylko “zwykłym” kobietom, ale i zaangażowanym feministycznym aktywistkom. Disempowerment zamiast empowermentu. Same zaczynają to zauważać i o tym pisać. Jak ktoś ma ochotę na dygresję, niech sobie poczyta: http://www.thenation.com/article/178140/feminisms-toxic-twitter-wars



Nie aktorka, tylko klip?

Kilkakrotnie krytycy podkreślają "nie mamy nic do Marty, krytykujemy tylko klip" czy "tylko sposób przedstawienia". Hej, poważnie? Uważacie, że jeśli zmieszacie z błotem klip, którego jest współtwórcą i główną (jedyną?) bohaterką, to ona tych bryzgów błota nie odczuje? Nie będzie jej przykro, gdy czyta te "obrzydliwe" i "żenujące" i "gówniarskie" pod filmem, który opiera się na jej wizerunku i za którego produkcję jest współodpowiedzialna? Nie budujecie w niej poczucia winy, oskarżając film o szereg ‘zbrodni’?

No chyba, że skoro jest kobietą, to przy produkcji klipu musiała być bezwolną lalką pozbawioną wpływu i odpowiedzialności, cynicznie wykorzystywaną przez Męskich Producentów. Najętą "aktorką" tańczącą na cudzych sznurkach, a nie współautorką świadomie kształtującą treść utworu. Tak, można przyjąć takie założenie. I to też w mojej opinii będzie antykobiece i obraźliwe.

Interpretacja, metafora i zła wola

Prostacka próba wyreklamowania Pyrkonu cycem… wygląda jak tanie porno… sugeruje, że RPG polega na nagim tarzaniu się w kostkach... Takie intepretacje. Jak dla mnie, same w sobie płytkie, tanie, obarczone albo złą wolą, albo brakiem obycia z mediami. A jakby tak sięgnąć po metaforę? Nawet w prostackich reklamach komercyjnych, gdy produkt porównywany jest do genitaliów, a jego używanie do seksu, jest tam metaforyka: że używanie produktu ma się kojarzyć z intensywną przyjemnością. Ma być podobne do seksu, a nie dosłownie służyć do seksu. Bo tak działają znaki w przekazach medialnych - reprezentują coś innego niż same siebie. Wsypujemy setki kostek do wanny nie po to, by przedstawiały setki kostek wsypane do wanny, tylko coś ponad to. A tu połowa komentatorów upiera się, żeby to czytać tylko dosłownie i tylko negatywnie. Tak jakby chcieli, żeby wyszło źle.

Bo ja tu widzę przede wszystkim dowcip, zagranie na nosie seksistowskim stereotypom. Tak, zaczyna się jak tanie porno. Tak, buduje oczekiwanie, że za chwilę zobaczycie goliznę. Ale potem jest figa z makiem. Nie ma cyca, nie ma pośladków, tylko same kostki RPG. Zaczęliśmy jak soft porno, ale was nabraliśmy. A fizyczne zanurzenie w wannie pełnej kostek to dla mnie metafora psychicznego zanurzania się w świecie RPG. Nie można w ten sposób czytać? Można. Ja tak czytam, wnosząc dobrą wolę i życzliwość. Co wnosicie wy, którzy odczytujecie plugastwo?

Czytam uzasadnienia krytyki. Piszą, że jest to naganny seksizm, bo: 1) spot nic nie mówi o aktorce jako osobie, 2) nie ma żadnego związku między seksualnością a Pyrkonem. A ja pytam: czy to, że autor czegoś nie dostrzega, znaczy, że nie ma? Bo ja te rzeczy wyinterpretować umiem. Dla mnie spot mówi o aktorce, że ma odwagę wystąpić przed kamerą, chce być obecna w przestrzeni medialnej, nie wstydzi się seksualności. I nie boi się zaryzykować oplucia mową nienawiści przez femi-hejterów. A związek seksu z Pyrkonem… naprawdę? udajemy, że nie widzimy? Pyrkon jest wielką, rozrywkową imprezą towarzyską, na którą ludzie obu płci - przeważnie w wieku aktywności seksualnej - przyjeżdżają się bawić. Przy wspólnych hobby zawiązują się przyjaźnie - i zawiązują się romanse. Częścią cosplaya jest sexy cosplay. W programie jest nawet GeekDating, wprost nastawiony na poszukiwanie partnerów. Seksualność nie jest głównym motywem Pyrkonu - ale też i ten kostkami nie jest dla Pyrkonu główną wizytówką. Jest jednym z szeregu materiałów, z których niektóre w ogóle nie poruszają seksualności, a ten akurat tak. Proporcjonalnie nawet pasuje.

Znaj proporcją, mocium panie!

Właśnie. Gorzka refleksja nad proporcją. Pyrkon jest w czołówce polskich konwentów, w których kobiety dzierżą silną władzę. Tysiące kobiet mają tam przestrzeń do realizacji swoich pasji. Nie tylko prelegentki, ale gamedesignerki i organizatorki, cieszące się odpowiedzialnością i władzą na równi z mężczyznami. Doceniane za dziesiątki kompetencji, umiejętności i sukcesów niezwiązanych z seksualnością. To wszystko jest kontekst, który mogliście, drodzy krytycy, wziąć pod uwagę. Napisać: “nie podoba nam się ten filmik, bo to i to, ale pamiętamy, że tysiące kobiet znajdują u was przyjazną przestrzeń”.

Mogliście, ale nie chcieliście. Większość wolała pojechać stylem tabloidowym. Wyciąć drobny element całości, który najlepiej nadaje się do rozpętania skandalu, i mówić już tylko o nim, skrzętnie nie zauważając owej całości. Na którymś blogu wprost napisano, że tym jednym filmikiem Pyrkon zaprzepaścił wszystkie swoje osiągnięcia. Nic innego się już nie liczy, tylko to, nad czym można rozdzierać szaty. Wykląć, obwołać niesławą, zbojkotować. Ustawić jako wroga. Dlaczego tak do tego podchodzicie?
 

Powiem wam, co podejrzewam. Podejrzewam, że powodem jest cyniczny lub (oby!) samooszukujący się, zakłamany egoizm. Głaskanie własnego samopoczucia jako Dobrego Człowieka Aktywnego w Słusznej Sprawie można by załatwić łagodnie. Ale idzie tu jeszcze o punkty prestiżu w swoim ideolo-stadzie, któremu imponuje mocne zaangażowanie w Sprawę. Ugodowe, kontekstowe podejście nie poprawi pozycji w rankingu tak dobrze, jak ostre i nieprzejednane. W imię tego gotowi jesteście wziąć udział w nagonce na fandomową koleżankę. Uprzedmiotowić, znieważyć, moralnie wywyższyć siebie jej kosztem. Dorzucić własne hejterstwo do zagrożeń, których lękać się muszą inne kobiety w fandomie. Konwent, który daje frajdę tysiącom kobiet, zniesławić jako antykobiecy. W moim pojęciu koleżeństwa jest to po prostu świństwo. 
 
Ale co ja tam wiem? Ideologie białego człowieka Zachodu mają długą praktykę w tłumaczeniu, że krzywdy czynione na drodze do hegemonii są czynione w słusznej sprawie, z miłości bliźniego i dla jego dobra. Pewnie umiecie to tak zracjonalizować, by czuć się szlachetnie.

Komentarze

  1. Michale, nie zgadzam się. W zasadzie chyba ze wszystkim, co tu napisałeś, od "femi-hejterów" po wmawianie, że klip jest niewinnym żartem i metaforą. Choć najbardziej nie zgadzam się z tym zdaniem: "A związek seksu z Pyrkonem… naprawdę? udajemy, że nie widzimy?"

    Seks jest częścią życia. To jasne jak słońce. Seks jest obecny na konwentach (skoro jest w życiu, to będzie i tam) - zresztą kto bywał, ten wie. Zapomniałeś jednak o tym, że Pyrkon nie jest imprezą o seksie. Seks jest obecny w fantastyce, są prelekcje poświęcone seksowi i seksualności w fantastyce i historii. Jednak Pyrkon to nie targi erotyczne, przecież konwent można zareklamować na tysiące niesamowitych sposobów, lepszych niż machanie nogą. Reklama jest najniższych lotów i mnie nie kojarzy się z RPG, raczej z brakiem pomysłów. Zresztą, idąc tym tokiem rozumowania, w pracy biegasz w slipkach? Przecież seks jest też obecny w pracy, po co sobie żałować? Podejrzewam, że nie biegasz, pewne normy obowiązują.

    Fajnie, że poprosiłeś aktorkę o zgodę przed publikacją. Tylko że wypowiedzi na temat gnębienia tej właśnie osoby, wymienionej z imienia i nazwiska, zauważyłem niewiele. Przeważa oburzenie z powodu takiej a nie innej formy tego filmu, a nie dlatego, że biczyskami i psami zapędzono dziewczynę do wanny i kazano jej siedzieć na stercie k4. Podobało jej się, jej prawo. Mi się jednak nie podobało potraktowanie mnie jak mało wymagającego odbiorcy, na którego wystarczy zamachać stanikiem (jak sugerował znajomy, w myślach podmień kostki na smalec i zobacz, co się stanie). Może nie zrozumiałem żartu, ale dla mnie, jeśli tam był, to był nieśmieszny. ta reklama nie miała nic wspólnego z ideą konwentów, z ruchem fanowskim, wreszcie z RPG (poza kostkami, ale wielościenne kostki to się na szkoleniach z zarządzania ryzykiem widuje).

    Słowem, nie zgadzam się. Z tym spotem, z tłumaczeniem, o czym niby jest, wreszcie z Twoim wpisem. Zresztą, interpretując co artysta miał na myśli można uzasadnić i wybielić wszystko, to dość kiepska obrona. Sam konwent ocenię, jak zobaczę, lecz już na starcie orgowie mają krechę. Nie dlatego, że konwent jest antykobiecy (choć odpowiedź na prośbę o wprowadzenie anti harassment policy daje nieco do myślenia) - o ile wiem, nie jest, nikt nie zakazuje wstępu, nikt nie niewoli ani nie upokarza. Krechę mają za to, że potraktowali mnie i wiele innych osób jak prymitywne stado, które poleci za kawałkiem koronki.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Nie wmawiam, że *jest* żartem, tylko że można go tak interpretować i taka interpretacja też zasługuje na uwzględnienie i uszanowanie. Staram się nie robić reality claims - ale staram się, żeby krytycy pamiętali, że ich interpretacja jest tylko ich interpretacją, a nie Czystą Prawdą.

    2. Tkwisz w manipulacji, którą wyżej zdemaskowałem: wziąć ten jeden klip i udawać, że to jest całość czy główny motyw reklamy Pyrkonu. Oburzasz się, że Pyrkon nie powinien być reklamowany erotyką? A w twoich oczach to stanowi trzon kampanii reklamowej Pyrkonu? W moim świecie ta ero-reklama jest jednym z mnóstwa elementów kampanii, na tyle małym, że nie uprawnia do generalizacji, że Pyrkon - reklamuje - się - seksem. Chyba, że chcesz to specjalnie wyłuskać i wyolbrzymić, żeby ugrać swoje cele polityczne. Ale to nie Pyrkon skupia na tym główną uwagę, tylko ty.

    3. Czy akceptujesz, że twoje gadanie o "traktowaniu jak prymitywne stado" jest twoją interpretacją opartą o wyznawaną ideologię? Bo to jest problem tylko wtedy, gdy masz problem ze swoją seksualnością. Tzn. nie ty z potencją, tylko z akceptacją seksualności jako normalnej (a nie plugawej i grzesznej) strony człowieka. Pyrkon zachęca cię do udziału dziesiątkami atrakcji, jakie tylko są w programie i imprezach towarzyszących. Apeluje do twojego intelektu, adrenaliny, wyobraźni etc. I jeśli przy okazji zaapeluje do twojej seksualności, to jest problemem i poniżeniem tylko wtedy, gdy uważasz seksualność za coś nieprzyzwoitego.

    Ruchy lewicowe tyle się napracowały od lat 1960tych, żeby wyzwolić człowieka z tabu nieprzyzwoitości i społecznej szkodliwości seksu - a teraz tylnymi drzwiami wraca iście wiktoriańska moralność. Do seksu odwoływać się nie wypada, bo to poniża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Owszem, można interpretować dowolnie: "To nie jest reklama", "to nie my, to agencja reklamowa", "to tylko ilustracja newsa". Można też "to tylko żart był". Tylko że każdy żart, happening, pokaz, który wymaga objaśniających go przypisów, raczej udany nie jest. Jak napisałem: jeśli uznać ten spot za żart, to mnie nie śmieszy. Oczywiście każdy może mieć swoją interpretację, zgadzam się. Tylko jakoś tak się dziwnie składa, że sporo osób widzi sprawę podobnie. Czyżby masowa manipulacja? Wątpię, chyba że dodają coś do wody w całej Polsce.

      2. Czy ja gdzieś twierdzę, że Pyrkon reklamuje się tylko tym jednym filmem? Co nie zmienia faktu, że Pyrkon reklamuje się także tym właśnie filmem. I choćby w setce innych spotów orgowie fikali koziołki, to zapamiętam właśnie ten. Markę buduje się latami, a można ją popsuć jednym kliknięciem. O Pyrkonie zawsze słyszałem dużo dobrego, a okazało się, że jest jak wszędzie - staniki mogą reklamować kurzą fermę, to mogą i konwent.

      Przy okazji, "cele polityczne"? Ciekawe jakie? Choć jeśli celem politycznym jest nieprodukowanie więcej takich spotów, to owszem, chcę takowy ugrać.

      3. Ja nie potrzebuję, żeby złot miłośników fantastyki apelował do mojej seksualności (co ciekawe, sporo innych osób chyba ma podobne zdanie). Nie tego oczekuję od konwentu. Chcę kreatywności, wyobraźni, mimo wszystko jakiegoś polotu. Tymczasem serwuje mi się treści na poziomie reklamy osiedlowej siłowni. Skoro jednak to miałby być apel do seksualności, to niektórzy odczytali go jako zapowiedź konwentowego zamtuza, sądząc po komentarzach na FB ("dodajcie mi tę laskę do biletu" itp.). Może niech lepiej nie apelują więcej.

      Sięganie po seks, żeby sprzedać coś, co z seksem nie ma nic wspólnego, jest zwyczajnie niskie - i o to tu chodzi, a nie o seks i seksualność w ogóle. Nie ma to także nic wspólnego z moralnością, a całkiem sporo z dobrym gustem, czasem, miejscem i kontekstem. Gdyby ten spot był faktycznie zrobiony w taki sposób, żeby można było pośmiać się z samych siebie, wtedy bym słowa nie powiedział. A tak dostałem reklamę, która nijak ma się do reklamowanego produktu (konwent, kostki), za to próbuje ludzi łapać na bieliznę i goliznę. Jak stwierdzili orgowie, ci, którym się nie podobało, nie byli targetem. Znam takich, którzy pewnie stanowią ten target i prawdę mówiąc nie chcę mieć z nimi wiele wspólnego.

      Myślę, że się zgadzamy, że się nie zgadzamy. Dziękuję, pozdrawiam, dobranoc, EOT. :)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo! Otwieram szampana na Twoją cześć, bo w tym szambie, które wykwitło w komentarzach na profilu pyrkonowym, każdy tylko "szczuje" siebie nawzajem, a to "cycem", a to "feminizmem", a Ty, jako jedyny wziąłeś pod uwagę uczucia Marty, która jest w tej wojnie chyba najbardziej poszkodowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Plot twist, a co jeśli stojąc we wannie, Marta przebrała się w cosplay Jill z RE?

    http://www.fightersgeneration.com/characters2/jill-re3render.jpg

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet chyba nie chce mi się komentować całego tekstu - bo jest tu tyle wykręcania kota ogonem, że ręce opadają. Powiem w skrócie, że problemem nie jest tu nawet sam spot, a język rozmowy i obrazy, które uważamy za akceptowalne. W dużym skrócie: jest faktem, znanym socjologom, że sposób, w jaki mówimy o otaczającej nas rzeczywistości (a także ją pokazujemy, bo żyjemy w społeczeństwie, w którym duże znaczenie ma język obrazkowy) ma olbrzymi wpływ na to, jak się w tej rzeczywistości zachowujemy. Ergo, obrazy takie jak ten z filmiku, w którym Marta (z którą, jak sądzę, już wyjaśniłyśmy sprawę) zostaje zaprezentowana jako manekin, są obrazami które tworzą atmosferę, w której rozmaite niepożądane zachowania wobec kobiet są akceptowalne i naturalne.

    A co do podmiotowości kobiet i zwracania uwagi na życzenia najbardziej zainteresowanych, może warto by było spytać autorki komiksu o to, czy zgadza się na ilustrowanie swoją pracą tego tekstu? Bo gdy podrzuciłam jej linka, w odpowiedzi napisała (cytuję): "Eeeeeeem, trochę słabo, że ktoś używa mojego komiksu żeby udowodnić point, z którym kompletnie się nie zgadzam :/".

    Pozdrawiam, Zakłamana Cyniczna Feministka Aktywna w Słusznej Sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Elwen.
      Dla mnie podmiotowość i "oddawanie głosu" kobietom powinno się zadziać poprzez faktyczne oddanie głosu. Gdzie cytat Marty, gdzie jakaś jej wypowiedź? Mamy tylko relację autora, że to z Martą skonsultował, a już z którą i jaką - to ja nie wiem, nie widzę "jej" ani jej podmiotowości w tym tekście.

      Abstrahując od internetowego hejterstwa i flejmu, które same w sobie uważam za złe zjawiska...
      Mam wrażenie, że cały akapit poświęcony "męskiemu spojrzeniu" opiera się na niewiedzy autora i nieznajomości tematu: nawet jakby za kamerą stał gej, a występowała transseksualna dziewczyna, a kostki robiła lesbijka, to nadal ten klip jest patriarchalny i seksistowski, gdyż on nie gra z konwencją, a ją reprodukuje. Gra z konwencją zakłada przede wszystkim złamanie schematu lub takie jego przerysowanie, że przestaje mieć cokolwiek wspólnego z "męskim spojrzeniem". Tu natomiast mamy do czynienia z sekwencją reprodukującą pornola, a następnie - sekwencję zanurzenia w kostkach, która mogła, ale nie musiała (a w większości przypadków nie była) być odczytana jako parodia z efektem zaskoczenia (to powinna na przykład sygnalizować zmiana muzyki lub oświetlenia, cokolwiek!).
      Dla mnie zanurzenie w wannie z kostkami przypomina krążące po sieci zdjęcia rozebranych dziewczyn przykrytych padami do gry. Czy te fotki są grą z konwencją pornograficzną? Raczej nie.

      Panie Mochocki, odwracasz pan kota ogonem.

      Jestem trenerką równościową i działaczką feministyczną, nie hejtuję i nie używam przemocy. Ale uważam, że mam prawo powiedzieć nie, szczególnie w tak (teoretycznie) równościowym medium, jakim jest internet. Natomiast, co następuję, to ośmieszenie i zdewaluowanie osób z merytorycznymi argumentami poprzez nazwanie ich "ideolo-bagienkiem". To jest też ciekawe, bo wśród komentarzy mniej znalazłam tych hejtujących klip, za to wiele - hejtujących osoby hejtujące klip. Ciekawe, co?

      Dlaczego twórcy i twórczynie, broniąc klipu, nie napisali: "Hej! Pyrkon jest równościowy! Zapodajemy Wam... FAKTY!"? Fakty by się przydały. A nie sformułowania o wartości artystycznej i "non-apology apology."

      Usuń
  7. Tak na szybko w paru kwestiach:

    1. Na fanpage'u Pyrkonu (np. pod oficjalnym oświadczeniem) nietrudno znaleźć wiele przykładów agresji skierowanej przeciw osobom, którym film się nie podoba. Podkreślam: przeciw osobom, a nie zjawiskom czy ideom. Nazywanie feministek "gównem" i tym podobne przyjemności. W tak śmiałym wpisie i tutaj przydałoby się słówko potępienia.

    Oczywiście, być może gdzieś w internecie są równie liczne przykłady analogicznego traktowania "grupy broniącej filmiku" przez "grupę krytykującą". Ja sobie tego nie przypominam, ale zapraszam do podrzucenia, chętnie potępię. ;-)

    2. Co do dwubiegunowości płci, to sam film utwierdza ją sześć zylionów razy bardziej niż jego krytyka. Zresztą teraz mógłby tutaj nastąpić epicki flejm na temat "Judith Butler vs. feminizm różnicy", ale nie ma na to czasu, więc jedynie zaznaczę, że gender niejedno ma imię. :-)

    3. Organizatorzy w różnych miejscach deklarowali, jakie cele im przyświecały. Chyba w żadnym z nich – a w oficjalnym oświadczeniu na pewno – nie ma mowy o ironicznej grze ze stereotypami płciowymi. W samym nagraniu też nie widzę nic, co by sugerowało, że właśnie o taką grę chodzi. Ani w komentarzach internautów, których zinterpretowanie pod tym względem nie jest specjalnie trudne (jeszcze raz polecam wszystkim lekturę rozmów na fanpage'u, można się wcześniej upić dla znieczulenia).

    *

    Krótko mówiąc, ten filmik nadal jest nie do uratowania. Ale – i to jest najważniejsza część tego komentarza – Pyrkon to wciąż dobry konwent, który dobrze byłoby oceniać całościowo, a nie na podstawie jednej mało udanej reklamy. Poza tym organizatorzy mają teraz przed sobą kilka bardzo gorących dni. Kibicuję im, życzę powodzenia i wytrwałości. I na Pyrkon wybieram się nadal.

    OdpowiedzUsuń
  8. Elwen:

    1. Dla ciebie olbrzymi wpływ obrazków jest faktem znanym socjologom. Dla mnie istnieje szereg nie faktów, lecz teorii wpływu mediów, z których jedne głoszą wpływ olbrzymi, inne istotny ale negocjowalny, a trzecie zupełnie znikomy. "Zaprezentowana jak manekin" to już zupełnie twoje subiektywne, zideologizowane odczytanie, bo dla mnie nijak Marta manekina nie przypomina. Tworzenia atmosfery zachowań niepożądanych dla kobiet też tam nie widzę, bo ona jest tam pokazana spokojna, bezpieczna i zupełnie sama, nikt nie kieruje w jej stronę nie tylko niepożądanych, ale wręcz żadnych zachowań. Tylko interpretacyjne, te owszem, uważam za krzywdzące - ale one są na zewnątrz filmu.

    2. Wklejam grafikę Kiciputka zgodnie z prawem cytatu, zgoda autora nie jest wymagana. Powszechną praktyką jest cytowanie po to, żeby polemizować; pierwsze słyszę, żeby wypadało cytować tylko po to, by się zgodzić. Chociaż jeżeli poprosi, to grafikę usunę z grzeczności.

    Staszku:

    1. Wypowiedzi, o których mówisz nie czytałem, ale zaufam ci na słowo i łączę się z tobą w potępieniu. :)

    2. W jaki niby sposób film utwierdza dwubiegunowość płci, skoro pokazuje tylko jedną osobę? Nijak nie wiadomo, ile płci jest w świecie tego filmiku i jakie są ich relacje. To, że w swojej interpretacji dorysowujesz tam przedłużenie świata aktualnego, wynika nie z treści filmu, tylko z naszego zniewolenia patriarchalnymi schematami, które nauczono nas przykładać nawet tam, gdzie wcale niekoniecznie być muszą.

    3. Mówimy o interpretacji filmiku. Tego, jakie znaczenia i skojarzenia może budzić u widza - bo i w ten bęben uderza krytyka. W filmik. Nie filmik + dziesiątki komentarzy rozproszonych po sieci. Dopóki mówimy o konstrukcie znakowym zawartym w tym spocie i o jego potencjale znaczeniotwórczym, intencje autorskie i parateksty nie mają nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Łączmy się zatem!

    2. Żadnego z nas nie trzeba przekonywać, że teksty kultury nie istnieją w izolacji, lecz nawiązują do wcześniejszych utworów podobnego typu. Tutaj jest podobnie – stosowanie kobiecego ciała w reklamie wszystkiego co popadnie ma długą i mało chlubną tradycję. Gdyby nagranie ją podważało, to byłoby znacznie ciekawsze, ale patrz punkt 3. :-)

    3. Staram się odnieść jednocześnie do samego filmu, do zamierzeń organizatorów oraz do reakcji widzów. Wszystkie te trzy interpretacyjne intencje (żeby nawiązać do terminologii Eca) są zasadniczo zgodne, jeśli chodzi o nieironiczny charakter nagrania. Rozbieżności zaczynają się dopiero potem. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy tekst i interpretacja klipa mi się podoba :). Coś w tym jest :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. O, to by był ironiczny film!

    https://www.youtube.com/watch?v=2SrpARP_M0o

    :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Proponuję aby zrobić męską wersję tego klipu i zobaczyć jak się będą z tym czuli faceci. Założę się, że będą opinie, że to "obrzydliwe". Ale sprawiedliwość musi być. Skoro to akceptowalne aby koleżanka w klipie się rozbierała i kąpała w kostkach to czemu nie zrobić by i męskiej wersji?

    Ach, bo to już ludzi nie przyciągnie.....

    (Mówię to jako osoba homoseksualna, tak swoją drogą, żeby nie było)

    OdpowiedzUsuń
  13. http://youtu.be/V4UWxlVvT1A

    To jest świetny komentarz do tego wszystkiego. Polecam. Może jak ktoś zobaczy role odwrócone to się coś mu rozjaśni.

    Aha i pragnę jeszcze dodać, że jako lesbijka nie zgadzam się z "przecież są lesbijki, które znajdują przyjemność w oglądaniu kobiecej seksualności."

    Oglądaniem na żywo tak, seksualizowaniem kobiet w reklamach nie. Skłamałabym, gdybym powiedziała,że koleżanka nie jest dla mnie atrakcyjna, ale skoro już nakręcono reklamę z koleżanką to może dajmy i kobietom (których na Pyrkonie również jest multum zawsze) coś "miłego" do popatrzenia, panie Michale?

    Dlaczego to zawsze kobieta ma być rozbierana i używana do takich reklam? A czemu nie facet?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Michale za ten tekst. Pomógł mi uporządkować własne myśli po tym jak przedarłem się przez wszystkie komentarze. Przy okazji zwróciłeś mi uwagę na pewne zjawisko socjologiczne, z którego do tej pory nie zdawałem sobie sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Eee tam - po jednej i po drugiej stronie barykady spinka. Ot reklama. Komuś się podoba, komuś nie i tyle. Można docenić pracę, krytykować pomysł, ale żeby od razu tyle ideologii do tego. Macie za dużo wolnego czasu czy jak?
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli chodzi o spinkę, to rzecz w tym, co ta reklama reprezentuje. A reprezentuje przykrą tradycję pewnego sposobu postrzegania miejsca kobiet w społeczeństwie – jak widać po reakcjach, sposobu wciąż dość powszechnego, a przynajmniej niebudzącego sprzeciwu.

    (Natomiast nigdy dość podkreślania, że Pyrkon jako całość to dobry konwent, a dla organizatorów w tych ostatnich dniach mam wiele ciepłych uczuć, bo domyślam się, jak ciężko muszą pracować od wielu miesięcy, aby uczestnicy – w tym i ja – mogli dobrze spędzić najbliższy weekend).

    OdpowiedzUsuń
  17. Też się nie zgadzam :)

    1. Opinia aktorki nie ma ŻADNEGO znaczenia z dwóch powodów.

    Po pierwsze, ona nie występuje w spocie jako ona sama, Marta Ciesielska. Nie jest to też jej osobisty performance, taki jak np. Lady Gaga czy Marina Abramovic. Ona tam występuje jako "a girl", jakaś dziewczyna. O postaci z klipu nie wiadomo nic, ani imienia, ani kontekstu, na dobrą sprawę nie wiadomo nawet czy gra w erpegi. Wiemy tylko, że niewątpliwie jest kobietą. Stąd przedstawienie tej postaci to przedstawienie "idei kobiety", kobiety jako takiej.

    Po drugie, dzieło raz puszczone w świat żyje własnym życiem i ludzie odczytują je po swojemu. Nawet opinia samego artysty nie może narzucić interpretacji, a co dopiero opinia modelki, czyli de facto osoby realizującej nie swój scenariusz.

    Fajnie, że Marta dobrze się bawiła. W żaden sposób nie jest tu ona ani winowajczynią, ani ofiarą. Ale też klip nie jest jej osobistą własnością. Funkcjonuje już w szerszym kontekście społecznym.

    Już nie mówiąc o tym, że chowanie się za opinią Marty jest zwyczajnie nie fair, bo w ten sposób dowiązujesz ją do całej sprawy, angażujesz jako "ambasadorkę" całej kampanii, zamiast patrzeć na to jak na zwykłe zlecenie modelingowe, za którego jakość i dalsze losy modelka nie jest w żaden sposób odpowiedzialna.

    2. Wrażliwość to nie ideologia. Ludziom klip się zwyczajnie nie podoba i mówią o tym. Nie trzeba znać tekstów gender studies ani identyfikować się z feminizmem, żeby odczuć dyskomfort i/lub zaliczyć facepalma gdy po raz n-ty coś reklamuje goła baba. Teksty gender zmieniają tu tylko tyle, że dostarczają prezyzyjniejszych narzędzi do opisu zjawiska. Uporczywie nazywając to "ideologią" popełniasz nadużycie.

    3. O ile sam filmik jest 'meh', o tyle reakcje niektórych jego obrońców są dość przerażające. Ujawnili się w fandomie neandertalczycy, i to raczej nie po stronie feministycznej. Moim skromnym zdaniem to problem znacznie poważniejszy, niż nawet najgłupsza reklama!

    4.Wszystko, co Seji napisał o wartości artystycznej i warsztacie tego filmiku. Zero inwencji, zero refleksji i równanie do najgorszych. Fandom miał być ostoją, ucieczką, miejscem rozwoju intelektualnego i przestrzenią wyobraźni. Tymczasem ten filmik, zachowanie orgów konwentu i reakcje antyfeministów razem sprawiają wrażenie, jakby społeczność fandomowa przespała ostatnie dwadzieścia lat.


    Ogólnie mimo niewątpliwej znajomości terminologii ten post sprowadza się do kolejnego ataku osobistego na ludzi, którym filmik się nie podobał. Kolejne robienie z feminizmu smoka ziejącego ogniem, odmawianie ludziom prawa do nielubienia czegoś i przypisywanie im, jeśli nie lubią, zespołu zaburzeń psychologicznych i/lub brzydkich motywacji. Smutne.

    A za Pyrkon i tak trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Zgadzam się w całej rozciągłości, nic dodać, nic ująć <3

      Usuń
  18. @Seji - Oczywiście, zgadzam się z tym, że interpretując "co autor miał na myśli" można uzasadnić i wybielić wszystko. Problem w tym, że można również skrytykować i oczernić równie wiele. Stąd taka forma opinii bardzo dobrze odpowiada zarzutom.

    A co do potraktowania Ciebie czy kogokolwiek innego jako ludzi niedojrzałych. Cóż, nie widziałem tam żadnego dopisku 'film dedykowany [wstaw ksywkę/nazwisko]'. Nie oszukujmy się - stanowimy starszą, bardziej doświadczoną i lepiej wykształconą część konwentu (a raczej stanowicie, ja tam prostak jestem). Znamy konwenty od podszewki, znamy ich organizatorów, znamy fandomowe problemy i możliwości. Jakakolwiek forma reklamy nie jest skierowana do nas. Zwłaszcza taka. Dlatego nie mogę odbierać jej osobiście. Nie piszę tego, aby stwierdzić, że nie masz racji, wręcz przeciwnie. Po prostu argument osobistego odbioru ma charakter anegdotyczny i trudny do obrony w dyskusji o czym innym niż własne gusta. A te, jak mówi powszechnie znane powiedzonko łacińskie, są niedyskutowalne.

    Sam również uważam filmik za kliszowe wykorzystanie zdartych do niemożliwości schematów i do tego w sposób dość mocno niedojrzały (ohoho, pokażemy nagie kolano, to musi chwycić!). W ogóle mnie też nie śmieszy. Tylko co z tego? Nie zamierzam bronić autorów, bo moim zdaniem obrony nie potrzebują - tylko oni wiedzą jak i dlaczego nakręcili ten filmik (jeżeli dla draki i zwiększenia popularności, to cel został osiągnięty) [1]. Nie zamierzam też na nich napadać - obce jest mi bowiem totalitarne dzielenie świata na "naszych - dobrych" i "nie naszych - złych", a więc nie mam zamiaru komukolwiek odmawiać prawa do ekspresji. Nawarzyli piwa - niech piją. Może dostaną rozwolnienia, może im będzie smakować. To problem ich i ich odbiorców.

    @carnehan
    Dlaczego uważasz, że obecność "neandertalczyków" w fandomie za jakiś szczególny problem? Podkreślam, mam na myśli problem "szczególny". Tacy ludzie są wszędzie - także w fandomie, który otwarł się i nabrał charakteru dużo bardziej masowego niż dwadzieścia lat temu. Oczywiście można nie nawiązywać z nimi kontaktu, albo mówić wprost, co się myśli o takim podejściu (co jak widać po dyskusji, spora część dyskutantów robi i dobrze). 'Społeczność fandomowa' nie jest monolitem - są wśród niej buce, są ludzie porządni, są wariaci i są nudziarze. Oraz większość, a więc całkowicie przeciętni ludzie, którzy, jak znam życie, filmiku nie widzieli i nie zobaczą, bo nie są takimi otaku, żeby interesować się produkcjami filmowymi organizatorów konwentu.

    A co fandomu jako miejsca rozwoju intelektualnego... Kiedyś może tak było (chociaż to stwierdzenie raczej kojarzy mi się z Bachanaliami Fantastycznymi albo Festiwalem w Nidzicy niż Krakonem, Pyrkonem czy dowolnym innym konwentem młodofandomowym) ale obecnie organizatorzy kierują swoją ofertę do coraz szerszych kręgów, co, rzecz jasna utratą statusu elitarności (choćby wyimaginowanego).

    Chciałbym też zauważyć, że oryginalny post Michała jest w takim samym stopniu odmawianiem innym prawa do nielubienia czegoś, jakim reakcje krytyków omawianego filmu jest odmawianiem ludziom prawa do (nie)lubienia czegoś innego. Poza tym - dlaczego odmawiasz innym prawa robienia z feminizmu smoka ziejącego ogniem? Niech robią - jeżeli nie mają racji, tym łatwiej będzie udowodnić, że się mylą.

    [1] Ktoś może powiedzieć, że na skutek krytyki część ludzi może się odwrócić od konwentu. Tyle że Pyrkon to impreza masowa, największy konwent w Polsce, przyciagający nie tylko starych RPGowców, ortodoksyjnych i reformowanych, ale także ludzi młodych, interesujących się grami, cosplayerów, czytaczy, pisarzy i innych związanych z fandomem ludzi. Pytanie brzmi - czy oburzeni nie stanowią aby tzw. 'głośnej mniejszości' a ich odwrócenie się, a nawet aktywny sabotaż nie będzie w ogóle zauważalne. Pytanie bardzo interesujące, chętnie poznałbym na nie odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>Po prostu argument osobistego odbioru ma charakter anegdotyczny i trudny do obrony w dyskusji o czym innym niż własne gusta. A te, jak mówi powszechnie znane powiedzonko łacińskie, są niedyskutowalne.

      Gusta są jak najbardziej dyskutowalne, kiedy rozmawiamy o odbiorze filmiku :)

      >>To problem ich i ich odbiorców.

      Reklamówka była adresowana do szerokiej publiczności, głównie erpegowej, więc wszyscy jesteśmy odbiorcami. Z samej konstrukcji filmiku z kolei można wnioskować, jak autorzy wyobrażają sobie owego przeciętnego odbiorcę... Myślę, że Seji dość adekwatnie to opisał. Argument "nie podoba ci się -> to nie odzywaj się, widocznie nie jest do ciebie" efektywnie zamknąłby drogę wszelkiej krytyce.

      >>Dlaczego uważasz, że obecność "neandertalczyków" w fandomie za jakiś szczególny problem?

      Nie jest szczególny w znaczeniu "wyjątkowy i nie występujący nigdzie indziej", ale moim zdaniem psuje atmosferę. Takie zachowania - agresję, ataki osobiste, złą wolę i trolling - trzeba tępić. Ale tutaj mam wrażenie, że się zgadzamy :)

      >>Chciałbym też zauważyć, że oryginalny post Michała jest w takim samym stopniu odmawianiem innym prawa do nielubienia czegoś, jakim reakcje krytyków omawianego filmu jest odmawianiem ludziom prawa do (nie)lubienia czegoś innego.

      Jak dla mnie niezupełnie. Jest różnica między stwierdzeniem dotyczącym właściwego przedmiotu dyskusji ("ten filmik jest/odczytuję jako, budzi we mnie reakcję X") a stwierdzeniem nt. psychiki oponenta ("Podejrzewam, że powodem jest cyniczny lub (oby!) samooszukujący się, zakłamany egoizm."). To drugie to klasyczne ad personam.

      >>Poza tym - dlaczego odmawiasz innym prawa robienia z feminizmu smoka ziejącego ogniem?

      Nie odmawiam. Po prostu uważam, że nie mają racji. Zwłaszcza, że najczęściej to najzacieklejsi wrogowie feminizmu jednocześnie nie chcą się o nim niczego nowego nauczyć. Takie podejście zamyka wszelką możliwość poznania innej perspektywy.

      Ludzie się raczej nie odwrócą, bo jedna głupota nie przekreśla całej wielkiej imprezy. Tak jak nie skreśla się dobrego znajomego po jednej towarzyskiej gafie - ale też oczekuje się od niego należnych przeprosin :)

      Usuń
  19. Z wahaniem zabierałem się za odpowiedź na ten post, bo trudno mi się wpasować w dyskusję, w której przeciwnik jest już z góry ustawiony: jeśli się nie zgadzam, to moją intencją jest zakłamany egoizm, punkty prestiżu w ideolo-stadzie; jeśli chcę odpowiedzieć, to muszę też podjąć nierówną próbę dialogu z figurą akademika, który patrzy na spór z wysokości i poucza strony (a raczej, co ciekawe - jedną stronę) o ich ukrytych założeniach i prawdziwych motywacjach.
    Nie ułatwia mi też sytuacji podejrzenie, że ten wpis nie jest pisany do końca na poważnie, że jest po prostu próbą trollingu - poudawajmy, że tylko jedna strona jest winna, i spróbujmy ją pokonać własną siatką pojęć. Ktoś próbuje krytykować z pozycji feministycznych? Hue hue, pokażmy mu, że utwierdza heteronormatywność i płciową dychotomię, dodge this! Znajdują się w tym wpisie zdania, co do których trudno mi uwierzyć, że wykształcony humanista - jakim przecież wiem, że jesteś - pisał je w dobrej wierze i w intencji innej niż prowokacyjna:
    "uprzedmiotawiają Martę grającą w spocie, sprowadzając ją do roli przedmiotu dyskusji"
    "Nazywanie tego spojrzenia "męskim" może być dla nich obraźliwe"
    "zagranie na nosie seksistowskim stereotypom"

    Ale dobrze, niech będzie, pobawmy się w to. Ja zawieszę niewiarę i założę, że wpis jest pisany zupełnie na poważnie; ba, przyznam też dla uproszczenia, że chodzi mi przede wszystkim o "punkty prestiżu w ideolo-
    stadzie" (och, lajeczki, uwielbiam! szkoda, że nie są zaimplementowane tu na blogu). I skoro pole mamy tak wygodnie oczyszczone, to spróbuję odnieść się już do poszczególnych argumentów.

    A zatem - po myśli gospodarza - po kolei.

    Zacznijmy od kwestii ataku na Martę Ciesielską, aktorkę w klipie. Kwestia jak najbardziej zasadna, i w sumie byłby to temat, który naprawdę warto rozważyć w kontekście feministycznych taktyk krytyki... Ale znowu pójdę za wskazówką gospodarza: znaj proporcją!
    Śledziłem dość uważnie dyskusję na temat klipu z kostkami w kilku wątkach na FB oraz w komentarzach blogowych. Nie znalazłem (albo nie pamiętam - ale w takim wypadku uprzejmie proszę o przypomnienie i wyprowadzenie mnie z błędu) żeby ktoś z krytyków klipu atakował AKTORKĘ za udział w nim, za rozebranie się czy w ogóle wykorzystywanie swojej kobiecości. Nie wykluczam, że takie mogły się pojawić; ale też jeśli się pojawiły, to z całą stanowczością chciałbym się od nich odciąć i przyznać, że do bani jest taki feminizm, który atakuje modelkę za udział w tego typu produkcji; tak się zresztą składa, że slut-shaming jest zjawiskiem krytykowanym właśnie przez środowiska feministyczne. Sam też w życiu nie użyłbym takiej krytyki, także dlatego, że niektóre bliskie mi osoby wykorzystują nagość (również swoją) w działaniach artystycznych.
    Ale tak się składa, że widziałem mnóstwo obelg pod adresem tych, którym film się nie podobał. Widziałem "feminazistkę" fruwającą swobodnie jak określenie opisowe, które w ogóle chyba mało komu wydawało się
    niestosowne. Czytałem notkę blogową, której za użycie hasła "szczucie cycem" autor odsyłał moją znajomą do lekarza. Czytałem zarzuty o seksualną pruderię i zalecenia zastosowania maści na ból dupy. Czytałem kpiny z "waginosceptyków" (ale, oczywiście, to my, krytycy, jesteśmy heteronormatywni!). Czytałem komentarz o "jebanych prawiczkach i feministkach".
    Do wszystkiego mam linki, mogę podesłać, gdyby ktoś był zainteresowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Budzisz mój zachwyt, Piotrze! :) Uważam, że uderzasz w czułe punkty braku logiki autora spisu. No i braku wiedzy...

      Usuń
  20. Należę do tych, którzy uważają, że spot odwołuje się do seksistowskich stereotypów, uprzedmiotawia kobiety, szkodzi wizerunkowi polskiego fandomu oraz przyczynia się do męskocentrycznej wizji fandomowych działań, w których kobiety są na pozycji podporządkowanej męskiej przyjemności. (Nie uważam przy tym, że to bezwględny powód do potępiania czy bojkotowania Pyrkonu jako imprezy; ciągle jednak uważam, że to źle, że spot został opublikowany.)

    Dlatego uważam też, że jak najbardziej zasadna jest krytyka Marty Ciesielskiej jako WSPÓŁAUTORKI klipu, tak jak i całego Q-Workshop oraz ludzi, którzy zdecydowali, że opublikowanie klipu jest fajnym pomysłem.

    Nie uważam przy tym, żeby było potrzebne od razu przeprowadzanie z nią wywiadu - krytykuję to, co widzę, co jest głównym adresowanym do mnie - jako członka fandomu i potencjalnego gościa Pyrkonu - przekazem. Pozwolę sobie zatem nie startować w licytacji o szacunek.

    A gdyby obecność (nawet aktywna i entuzjastyczna!) kobiet dawała wszystkim dziełom i przedsięwzięciom automatyczne +100% do odporności na seksizm i stereotypizację - cóż, świat byłby prostszy.

    Teraz co do male gaze - męskiego spojrzenia - i co do tego, czy użycie tego pojęcia naprawdę potwierdza heteronormatywność i płciową dychotomię.
    Sięgnijmy może do źródła, czyli do Laury Mulvey. Cokolwiek byśmy myśleli o jej psychoanalitycznych inspiracjach i siatce pojęciowej, jej diagnoza jest dość jasna - male gaze jest diagnozą systemową, a nie trywialnym opisem sytuacji "mężczyzna patrzy na kobietę i jej pożąda". Chodzi o systemowe, rozpowszechnione, dominujące przedstawienie kobiety na biernej, seksualizowanej, podporządkowanej pozycji - dlatego też nie jest ważne, kto personalnie stoi za kamerą, ale do jakich konwencji wizualnych praca tej kamery się odwołuje. Jak pisze autorka: "In a world ordered by sexual imbalance, pleasure in looking has been split between active/male and passive/female. The determining male gaze projects its phantasy on to the female form which is styled accordingly. In their traditional exhibitionist role women are simultaneously looked at and displayed, with their appearance coded for strong visual and erotic impact so that they can be said to connote to-be-looked-at-ness".

    Kluczem jest dla mnie "a world ordered by sexual imbalance".

    Przyczyną, dla której nie ma w tym wypadku specjalnego sensu mówienie "przecież lesbijki też mogą uprzedmiotawiać!!!1!one", jest to, że domyślna heteronormatywność jest dominującym dyskursem - nie tylko w fandomie, ale w społeczeństwie w ogóle.
    Gdybyśmy żyli w społeczeństwie, w którym różne tożsamości i orientacje są uważane za równoprawne, to moglibyśmy się zastanawiać nad tym, że pojęcie "male gaze" jest wykluczające i/lub niepotrzebne. Ale jakoś żyjemy w takim, w którym to kobieta, a nie mężczyzna kąpie się nago w kostkach (i nie jest to żadna kpina ze stereotypów, tylko ich najbanalniejsze w świecie powielenie); w którym nie dziwią nas dziesiątki komentarzy mężczyzn "a ja chciałbym tę panią w dodatku do kostek" albo "Mogę dostać tę kostkę z piersi?", za to jakoś dziwnym trafem nie mamy do czynienia z tabunem ujawnionych nieheteroseksualnych kobiet komentującyh "hehe, BRAŁABYM". Ja nie przepadam za płciową dychotomią, ale mówienie, że utwierdzają ją krytycy filmiku, a nie sam filmik, to doprawdy myślowa ekwilibrystyka, która przekracza moje pojmowanie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję też za troskę przejawiającą się w sugestii, że nie rozumiem metafory. Jestem wzruszony. Bardzo kusząca jest zresztą wizja swobodnej i niczym nieskrępowanej, dowolnej intepretacji. Problem w tym, że (sam nie wierzę, że muszę to tłumaczyć) nie jesteśmy monadami bez okien dryfującymi beztrosko ponad dyskursem, ale wszystko, co mówimy, mówimy językiem, który jest osadzony w historii i zasadniczo nie nasz, a wszystko, co widzimy, widzimy poprzez kategorie i konwencje, które już znamy. Pewnie, moge sobie odczytywać spot jako - na przykład - zaszyfrowaną wskazówkę na temat tego, kto naprawdę zabił Kennedy'ego.
    Tylko że tutaj wizualna i kulturowa konwencja jest banalnie, prostacko wręcz czytelna, i sugerujesz ją przecież już w tytule notki (http://szczuciecycem.pl/). Reklama Q-Workshop i Pyrkonu nie różni się niczym od pozostałych reklam zbieranych na tej stronie: kobieta jest tu dodatkiem do produktu, ma budzić seksualne skojarzenia, ona jako osoba nie jest tu istotna. I te skojarzenia są w mig podchwytywane, o czym świadczą
    właśnie te dziesiątki prymitywnych komentarzy.
    (Milion razy już zresztą różni ludzie to tłumaczyli w tej dyskusji.)
    Wiadomo, że przekaz medialny reprezentuje (również) coś innego niż sam siebie, i że produkty Q-Workshop nie DOSŁOWNIE służą do seksu - thank you, Cpt. Obvious, wszyscy ogarnęliśmy, że kostki nie są kostkami gejszy. Ale jest też tysiąc innych sposobów zasugerowania intensywnej przyjemności płynącej z grania (i wiele z nich już się zresztą pojawiało jako propozycje na fanpejdżu Pyrkonu na przykład).

    I jeszcze na koniec, trochę ogólnie odnosząc się też do nowszej notki: przy świadomości mojego "światopoglądu jako jednego z wielu konstruktów złożonych z tez opartych na teoriach opartych na intepretacjach" pozwalam sobie jednak dostrzec "zaszczuwanie", "znieważanie" i "prześladowanie" po innej stronie sporu, niż Ty je dostrzegasz.

    Z poważaniem,

    Piotr Sterczewski
    Pełnoetatowy Głaskacz Własnego Samopoczucia
    Łowca Lajeczków i Punktów Prestiżu
    Młody Tolerancyjny Prospołeczny
    Femihejter
    Feministka i Femiwojowniczka Totalitarna

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie będę się tu sugerował komentarzami, ino tym co widziałem w klipie i przeczytałem w tekście. I wyrażę swoją opinię, nic więcej nic mniej. Co do spotu, metafora w tym jest, tylko moim zdaniem, jest tak miałko zrealizowany, że zapomnę o nim za jakieś 15 minut. Co do hejtu, tu się można trochę rozwinąć. Staje się bowiem już przykrą i bardzo powszechną rzeczą. Osobiście nie rozumiem, dlaczego ten konkretny spot wywołał, aż taką reakcję, Być może w naszym narodzie, znajduje się już taki ładunek zgorzkniałości, jakiejś wielkiej irytacji, na otaczającą nas rzeczywistość, że znajduje to ujście, w taki właśnie sposób. Naprawdę ludzie, nie macie ważniejszych problemów na głowie? Co do wspomnianej "mody na gender". Możecie mnie nazwać ksenofobem, zwisa mnie to, ale dla mnie homoseksualizm, to coś wbrew naturze, może sobie gdzieś tam być, niech sobie istnieje, ale nigdy nie zgodzę się z propagowaniem tego na ulicach, zakładaniem przez takich ludzi rodzin, czyli zawiązywaniem małżeństw i adoptowaniem przez nich dzieci. A zatem na miejscu autora, nie zastanawiałbym się, co odczuje na widok tego spotu gej, tudzież lesbijka. Co do feminizmu, to ten ruch, bardziej mnoży problemy, niż je rozwiązuje. Ale to temat na długą dyskusję. Aktorce, która wzięła udział w tym klipie, mogę tylko powiedzieć, że po prostu trafiła na ludzi, którzy trochę pokpili sprawę. Błąd leży, w doborze oferty pracy.xD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Comment

Popularne posty