CHW.D.P.

Wstrząśnięte i zmieszane – moje odczucia wokół afery Agencji Bez Walizki. Sama afera taśmowa niespecjalnie mnie wzruszyła. Politycy i bankierzy robią politykę nieformalno-półmafijnie, okraszając wulgarnymi słowy? Też mi nowina. Jak napisał Marcin Drews: nagłe odkrycie, że wieprzowinę robi się z wieprza. Za to Abwehrowskiej akcji udało się wyrwać mnie z pracoholicznego ciągu na tyle skutecznie, że aż zabloguję.

(z imgflip.com, znalezione na Niezalezna.pl)

Czytam, że ABW robi na “Wprost” najazd w sprawie taśm. Zgadzam się, że struktury bezpieczeństwa mają prawo i obowiązek ścigać tych, co potajemnie nagrywają państwowych urzędników. Bo to najpewniej wcale nie są życzliwe, obywatelskie watchdogi, tylko ktoś zgoła nieżyczliwy i potencjalnie groźny. Więc niech ścigają. Pytanie: jak? Służby mają swoje możliwości, środki, procedury, podobno też umiejętności wywiadowcze. Wypadałoby sprawców wyśledzić działalnością operacyjną - a nie przyjść, wyciągnąć łapę i “daj nam swoje źródła, bo sami nie znajdziemy”. Kiepskie świadectwo kompetencji.

Czytam, że przyszli zabrać laptopy i nośniki danych. Wraz z tonami innych danych dotyczących nie tylko tej jednej sprawy, ale i szeregu innych. Zapewne z tożsamością informatorów, którym gazeta gwarantuje anonimowość. I tu RED ALERT. Tak, służby powinny prowadzić to śledztwo – ale nie za wszelką cenę i wszelkimi środkami. Bez porwań. Bez tortur. Bez łamania niezależności prasy. Nie, żebym wierzył w dobrze działającą niezależność prasy; nie mam złudzeń co do (nie)uwikłania mediów w grę o tron i skarbiec. Ale mimo tego uwikłania może się czasem zdarzyć ambitny (czy choć sfrustrowany) whistleblower, który zagra na nosie układom i się z nich wyłamie. Choćby dla takich przypadków media muszą mieć prawo chronienia źródeł. Nie wiem, czy bezpieczeństwo narodowe (uznaniowo wszak definiowane przez decydentów!) powinno w ogóle mieć moc łamania tego prawa – a jeśli już, to tylko w konkretnym zakresie. Nie hurtem na całych nośnikach.

Czytam, że w ramach zabezpieczania danych cyfrowych przysłali takich ekspertów, którzy nie potrafili poradzić sobie z MacIntoshem. Ech... Już sam pomysł szukania danych na fizycznych nośnikach wygląda mi archaicznie wobec rozproszenia danych w chmurze. Kiepskie świadectwo kompetencji po raz drugi i trzeci. Kto da więcej?

Sami dali więcej. Czytam, że podjęto próbę fizycznego przejęcia nośników – i zrezygnowano wskutek oporu, w obawie o bezpieczeństwo funkcjonariuszy. Przepraszam, że co??? Oddział tajnos agentos ze wsparciem policji wtargnął do obiektu przejąć sprzęt i wycofał się pokonany? Przez cywilnych dziennikarzy? Wycofując się porzucił walizkę z państwowym mieniem? Wcześniej napisałem “kiepskie świadectwo kompetencji”. Teraz już brak słów, bo nasuwają się same brzydkie.

Tak pomyślałem najpierw, roniąc łzy ze śmiechu - i z żałości nad poziomem naszych “elitarnych” struktur. Wiecie: “Państwo polskie nie istnieje”; “Burdel, w którym nikt nad niczym nie panuje” i inne popularne opinie. Ale poczytałem trochę szczegółów i naszła mnie inna refleksja. Inna – a wręcz całkiem przeciwna.

“Akcja ABW” to uproszczenie. Bezpośrednio były zaangażowane trzy organy: prokuratura od nakazów, ABW od przeprowadzenia operacji, Policja od ochrony abwehrzystów i prokuratorów. Biadolenie nad nieudolnością struktur, które nie potrafią zabrać laptopa dziennikarzom, ma sens tylko wtedy, gdy zakładamy, że te struktury działały w koordynacji i w tym samym celu. A czemu tak zakładamy? Jeśli wczytać się więcej (i jeśli tym relacjom można wierzyć; dużo tych “jeśli...”), ABW wycofało się sromotnie, bo policjanci odmówili im wsparcia w przemocowym przejęciu mienia. Tak piszą dziennikarze, podobnie mówi oficjalny komentarz prokuratury. I gdy się zważy ten szczegół, teza o nieudolności państwa wygląda już trochę inaczej.

Nieudolność ABW z prokuraturą, owszem. Ale "udolność" Policji, której działanie (no dobra: zaniechanie!) pomogło ochronić tajemnicę dziennikarską. Czemu tak postąpili? Może wcale nie są lepsi od tych drugich - i trzecich, i dziesiątych - którzy toczą polityczne rozgrywki z użyciem służb i mediów. Może sparaliżowali akcję ABW na zlecenie innej “grupy wpływu”, która bardzo nie chciała, żeby laptop Latkowskiego trafił do prokuratury. Ale jest i inna możliwość. Osobisty honor funkcjonariuszy Policji (choćby kilku z nich), którzy odmówili udziału w siłowej akcji godzącej w wolność prasy. Kto wie, czy to właśnie tak nie zagrało. Zleceniodawcy zakładali, że Policja to tresowane psy łańcuchowe, co ślepo wypełnią każdy rozkaz – i się przeliczyli. Przemoc wobec dziennikarza chroniącego swoje źródła okazała się granicą, której Policja nie zdecydowała się przekroczyć. Wiem, że trochę to przypomina owych skinheadów, co ocalili życie staruszce, bo odpowiednio wcześnie przestali ją kopać. Ale jednak.... Co, jeśli (jakkolwiek naiwnie to zabrzmi!) checks and balances naprawdę zatrybiły tu zgodnie z ideą państwa prawa?

CHWała Dzielnym Policjantom?

Komentarze

Popularne posty