Education through Reenactment

Wczoraj telefonicznie brałem udział w audycji Radia Szczecin na temat edukacyjnego potencjału rekonstrukcji historycznych. Natchnęło mnie to do przerwania ciszy blogowej i napisania paru zdań.

Przez 5 lat byłem (hiper)aktywnym odtwórcą. Fechtowałem, szyłem, czytałem źródła, uczestniczyłem w inscenizacjach bitew i w żywych lekcjach historii w szkołąch, współorganizowałem imprezy rekonstrukcyjne i akcje edukacyjne. Od 2009 zajmuję się odtwórstwem tylko sporadycznie, ale nadal biorę udział w inicjatywach edukacyjnych, z których największą był Projekt DEMOkracja w 2012 z Pospolitym Ruszeniem Szlachty Ziemi Krakowskiej. To, co mam do powiedzenia, powiem na podstawie doświadczenia. A doświadczenie podpowiada, że trzeba tu oddzielić dwie grupy: rekonstruktorów i widzów.

Rekonstruktorzy 

Bez dwóch zdań - rekonstruktorzy gruntownie studiują historię, z własnej ciekawości i pod presją społeczności. Ale potencjał edukacyjny wykracza tu daleko poza wiedzę historyczną.

Większość odtwórców opanowuje rzemiosła, sporty i umiejętności, od krawiectwa przez jazdę konną po taniec.

Wielu uczestniczy w publicznych pokazach, rozwijając umiejętności aktorskie i przemawianie publiczne.

Ci, którzy zajmują się organizacją i obsługą imprez historycznych, nabierają doświadczenia w fundraisingu, planowaniu i zarządzaniu eventami. 

I jeszcze jedna rzecz, która wiąże się z lekturą źródeł historycznych: świadomość subiektywności i niepewności historii - i co za tym idzie, wszystkich mediów. Gdy regularnie natrafiasz na sprzeczne ze sobą relacje i opinie o tych samych wydarzeniach, zaczynasz rozumieć, że historia to tylko zbiór narracji - narracji opartych o niekompletne i nie całkiem wiarygodne dane, spisywane przez ludzi omylnych i tendencyjnych. Dzięki temu wiedza historyczna wspiera edukację medialną i myślenie krytyczne. 

Widzowie / uczestnicy

Tu jestem sceptyczny. Dla biernych widzów inscenizacji historycznych walory edukacyjne są bliskie zeru. Może zapamiętają, kto z kim się bił, w jakim roku była ta bitwa, być może nauczą się rozpoznawać konkretne formacje wojskowe. Tyle. Szczegóły, kontekst, znaczenie tych wydarzeń nie utrzymają się w pamięci. 

Lepiej to wygląda z aktywnymi uczestnikami, którzy osobiście spróbują garncarstwa, strzelania z kuszy, czy innych zajęć warsztatowych dostępnych na rekonstrukcyjnych eventach. Ci na pewno zrozumieją procedury i lepiej zapamiętają tę wiedzę dzięki stymulacji behawioralnej i afektywnej, nie tylko kognitywnej.

Mimo to, jeśli będzie to jednorazowy kontakt, efekt edukacyjny będzie raczej płytki i krótkotrwały. Karl M. Kapp mówi o grach edukacyjnych, że samodzielna gra jest dużo słabsza niż gra wbudowana w cały program kształcenia. Nie mam wątpliwości, że z zajęciami historycznymi jest tak samo. Jedyne skuteczne rozwiązanie, jakie bym polecał, to dłuższe programy uwzględniające powtarzalność, kontekst i refleksję. Na przykład historyczne obozy letnie albo serie warsztatów weekendowych w muzeum. 

Ale nawet pasywnemu widzowi może się przydarzyć coś niespodzianego: inspiracja do wejścia w grono rekonstruktorów. Czasem wystarczy obejrzeć jedną bitwę, by złapać bakcyla. To chyba największy edu-potencjał tego hobby: zdolność zarażenia pasją historyczną, zmieniającą widzów w aktywnych odtwórców.

***

Yesterday evening I took part (via phone) in a debate on the educational potentials of historical reenactment, which was held live on Radio Szczecin. I'll use it as incentive to break the blog silence and share my thoughts. 

As an active (hyperactive) reenactor for 5 years, I did fencing, handsewing and research, I participated in battle reenactments and living history classes in schools, and co-organised reenactment events and educational activities based on enacted history. Since 2009, my reenactments have been few and far between, but I still did some edu-reenactment enterprises, the largest being DEMOcracy Project in 2012. On the educational side, I've been creating historical / educational games since 2001, and researching them as an academic for the last several years. Whatever I'm going to say, I'll speak from experience. And my experience says we must talk about two types of people separately: reenactors and audiences. 

Reenactors 

This goes without saying: reenactors study history extensively, both for personal interest and stimulated by peer pressure in the community. But edu-potentials of this hobby go far beyond historical knowledge.

Most reenactors learn and master crafts, sports and skills, anything from tailoring to horseriding to dancing.

Many take part in public performances and develop skills such as acting and public speaking. 

Those who staff and co-organise events get experience in fundraising, event planning and event management.

And one more thing that comes with historical research: the awareness of subjectivity and uncertainty of history - and, by extension, of all media. When you regularly come across conflicting accounts and opinions of the same event, you understand that history is a collection of narratives; narratives based on data that is incomplete and of limited reliability, and recorded by people who are fallible and biased. In this way, knowledge of history indirectly supports media literacy and critical thinking.

Audiences / Participants

Here I'm skeptical: for passive audiences of reenactment events, the educational quality is close to zero. They might remember who fought who, perhaps remember the year of the battle and be able to recognize a specific military unit of the period. That's about it. Details, context, meaning of the event won't stay in the spectator's memory. 

It is better with active audiences who get some first-hand experience in pottery making, crossbow shooting, or any other historical workshops offered at living history events. They'll be able to understand the procedure and remember it better thanks to behavioural and affective (not just cognitive) interaction. 

Still, if this is a one-time event, the learning outcome is most likely to be shallow and short-lasting. Like Karl M. Kapp says about edu-games, a single game is far less effective than a game embedded in a programme of instruction. I have no doubt the same works for reenactment activities. What I would recommend as the only efficient solution are longer educational programmes that provide repetition, context, and reflective debate. Say, historical summer camps or series of weekend workshops at a museum. 

There is, however, one extra powerful thing that may happen even to a passive spectator: inspiration to join the ranks of reenactors. Sometimes it is enough to come to one event as an onlooker to get instantly hooked. This is the greatest edu-potential I can think of: awaken passion for history, turning spectators into reenactors.

Komentarze

Popularne posty