Polska anglistyka bolońska



Ukończyłem 5-letnie ciągłe studia magisterskie z filologii angielskiej, prowadziłem też na nich zajęcia w ramach praktyk doktoranckich (Uniwersytet Gdański). Od ośmiu lat uczę na anglistyce (UKW w Bydgoszczy) w systemie bolońskim, na 3-letnich licencjackich i 2-letnich magisterskich. W tym, przez trzy lata byłem kierownikiem rady programowej Instytutu Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej. Zajmowałem się dostosowywaniem programów kształcenia filologii oraz lingwistyk ENG / ROS / GER / ARAB do wymogów reformy bolońskiej i wytycznych jakości kształcenia definiowanych przez MNiSW. Mój głos jest więc głosem osoby, która z pierwszej ręki zna oba systemy (5-letni i 3+2) i specyfikę tworzenia programów kształcenia w procesie bolońskim.

Anglistyka 5-letnia

W zakresie "praktycznej nauki języka", czyli kursów z pisania, fonetyki, konwersacji i gramatyki, były cztery lata ciągłego rozwoju umiejętności, każdy kolejny rok na wyższym poziomie. Przez trzy lata w podziale na pisanie, gramatykę, konwersacje i (do II roku) fonetykę, po czym na III roku był finalny egzamin PNJ. Ale na IV roku wciąż były konwersacje i pisanie akademickie. A na ostatnim, piątym roku całość uwagi skupiała się na pracy dyplomowej. Żadnych egzaminów i szkoleń w międzyczasie. W moim indeksie z V roku figurują tylko trzy zaliczenia: seminarium magisterskie, wykład monograficzny i seminarium specjalistyczne. (Kto chciał, mógł się sprężyć i przenieść to wszystko wraz z pracą mgr na IV rok i mieć dyplom o rok wcześniej.)

Zoom-in na konkretny przedmiot: 
pisanie w systemie 5-letnim

> I rok: uczymy konstrukcji i pisania akapitów, w 2 semestrze dochodzimy do pierwszych esejów
> II i III rok: uczymy pisania esejów akademickich różnych typów: for&against, solution to problem, compare&contrast, classification itd. - esej akademicki jest potem komponentem zbiorczego egzaminu PNJ w czerwcu
> IV rok: pisanie akademickie: zasady pracy ze źródłami - cytowanie, przypisy, bibliografia; główna praca zaliczeniowa: research paper na ok. 20 stron (coś jak mały licencjat)
> V rok: pisanie pracy dyplomowej w kontakcie z promotorem
Naturalna progresja umiejętności: I akapit > II-III eseje > IV dłuższa praca popularnonaukowa ze źródłami > V praca magisterska

Anglistyka bolońska 3+2
- Licencjat -
Na studiach licencjackich są trzy lata ciągłego rozwoju umiejętności językowych w bloku "praktycznej nauki". Ale jednocześnie na III roku już jest seminarium dyplomowe i już trzeba napisać pracę na 30-50 stron, z profesjonalnym standardem cytowania, przypisów i bibliografii. Czyli student bierze się za pracę dyplomową już po dwóch latach nauki - i to zanim ukończy szkolenie z pisania! I do tego ma przedmioty kierunkowe ze swoimi zaliczeniami i egzaminami. W drugim semestrze III roku student jednocześnie pisze pracę licencjacką, zalicza szereg przedmiotów kierunkowych, zalicza pisanie + mówienie + gramatykę z PNJ i uczy się do końcowego egzaminu PNJ. Wszystko w czerwcu. Efekt? Wszyscy ci, którym udało się zdać egzaminy i obronić w czerwcu, mogliby mieć znacznie lepsze wyniki, gdyby podeszli do tych wyzwań po kolei. A skoro muszą dzielić czas i uwagę między tyle spraw naraz... Niejeden z tych, co porządnie napisali pracę, oblewa gramatykę na PNJ (> poprawka we wrześniu). Niejeden z tych, co solidnie uczyli się do PNJ, nie zdąża skończyć pracy ( > przedłużenie na wrzesień). A kto spadnie na wrzesień, ten ma problem z kontynuacją nauki na studiach mgr, bo pierwszy etap rekrutacji zamyka się w lipcu i może zabraknąć miejsc. (A cała ta presja czasowa i wysiłkowa zwiększa pokusę plagiatowania czy wręcz kupienia gotowej pracy od kogoś...)

- Magisterium -
W studiach 5-letnich rok IV był kontynuacją kształcenia w tych samych grupach, płynnie podnosząc poziom nauki o schodek wyżej. Teraz, gdy ekwiwalentem IV roku jest I rok studiów 2 stopnia, oprócz absolwentów naszych licencjatów filologicznych, mamy licencjatów z innych anglistyk (o innym, często niższym poziomie kształcenia), a także licencjatów z kierunków nieanglistycznych, a nawet zgoła niefilologicznych. Takich, co zdali egzamin wstępny z języka i elementów kultury krajów anglosaskich, ale nigdy nie byli szkoleni z dyscyplin filologicznych: literaturoznawstwa, językoznawstwa itd. 

(W teorii - moglibyśmy na egzaminach wstępnych sprawdzić, czy absolwent chemii czy politologii ma poziom wiedzy i umiejętności porównywalne z anglistycznym licencjatem, aby mógł kompetentnie studiować anglistykę magisterską. W praktyce - jak miałyby wyglądać egzaminy sprawdzające wszystkie efekty kształcenia przewidziane dla 3-letniego licencjatu? Ile by to trwało? Kto by zechciał?)

I wtedy równa się w dół. Trzeba w miarę wyrównać poziom językowy "naszych" anglistów, "nie-naszych" anglistów i nie-anglistów, więc blok kształcenia Praktycznej Nauki Języka na pierwszym roku studiów magisterskich ma poziom trzeciego roku licencjackich. W 5-letnich był to kolejny rok rozwoju, w 3+2 jest rok dreptania w miejscu. I kończy się z grubsza takim samym egzaminem PNJ, jak po III roku licencjatu. Ratujemy się jeszcze przedłużeniem PNJ o pisanie akademickie i kurs zintegrowany na II roku (odpowiednik dawnego V roku). To nam zapewnia przynajmniej 0,5 roku postępu w stosunku do poziomu licencjatu. Niestety, ma to swoją wadę: idzie równolegle z pisaniem pracy mgr, więc rozprasza czas i uwagę.

Z przedmiotów kierunkowych, na studiach 2 stopnia są kursy z metodologii badań literackich, kulturoznawczych, z językoznawstwa, przekładoznawstwa, komunikacji interkulturowej. W teorii, patrząc na wytyczne KRK, powinna być to "pogłębiona i poszerzona" wersja tego samego, co na studiach 1 stopnia było "podstawowe". Ale gdy mamy grupy mieszane, to są tam ludzie, którzy nigdy się tych podstaw nie uczyli, lub uczyli się inaczej (bo "podstawy kulturoznawstwa" w jednej szkole mogły się opierać o semiotykę i narratologię, a w innej o neomarksizm i gender). A gdy grupa nie ma wspólnej podstawy, no to idea pogłębiania-poszerzania idzie w diabły. Trzeba robić "metodologię" od zera, czyli bardziej jak kurs podstawowy na poziomie licencjatu niż zaawansowany mgr. A ponieważ trzeba zrobić metodologię trzech specjalizacji (literatura, kultura, język) w dwa lata, to znów nie ma spokoju na pisanie pracy dyplomowej, bo równolegle są inne zaliczenia. Na UKW w systemie bolońskim obok seminarium mgr mamy na ostatnim roku 11 (!) przedmiotów -  ja w systemie 5-letnim na UG miałem 2...


Zoom-in na pisanie w systemie 3+2:

Poziom licencjacki:

> I rok: jak na 5-letnich mgr, uczymy od akapitu do pierwszych esejów
> II rok: jak na 5-letnich, eseje akademickie różnych typów; esej jest komponentem egzaminu PNJ po II roku
> III rok: nadal eseje akademickie i nadal esej jest komponentem egzaminu PNJ w czerwcu po III roku, ale jednocześnie ten kurs w 1 semestrze musi spełnić funkcje "pisania akademickiego" na potrzeby licencjatu, czyli praca ze źródłami: cytat, parafraza, streszczenie, przypisy, bibliografia, unikanie plagiatu

I jak tu uczyć pisania na III roku? Nie można przerwać szkolenia z esejów, bo esej będzie na egzaminie PNJ - i zarazem trzeba je przerwać, by przeszkolić studentów z pracy ze źródłami w systemie anglosaskim. Siłą rzeczy i to i tamto robi się połowicznie. Na przykład, nie ma kiedy zrobić takiego research paper, jaki był na IV roku magisterki. Student podchodzi do pracy dyplomowej (licencjatu) bez wcześniejszej "wprawki", często nigdy w życiu nie napisawszy tekstu dłuższego niż esej na 450 słów. Często mając jeszcze problemy nawet z tymi krótkimi esejami, bo 1,5 roku szkolenia z esejów wystarcza tylko tym zdolnym. Ci przeciętniejsi, którzy zaliczają pisanie na II roku na słabą tróję (lub oblewają, ale dziekan dał im "warunek" na kolejny semestr), jeszcze nie całkiem opanowali eseje, a tu już stają wobec licencjatu. I szeregu innych zaliczeń. I jak mają sobie poradzić?
.
A teraz poziom magisterski:
.
> I rok mgr (odpowiednik dawnego IV r.): to samo co powyżej na III r., podczas gdy w systemie 5-letnim było tu pisanie akademickie z research paper przygotowującym do pracy dyplomowej na kolejnym roku

> II rok mgr: pisanie akademickie przygotowujące do pracy dyplomowej - ale jednocześnie student powinien właśnie zaczynać tę pracę pisać, więc kurs z pisania powinien już mieć za sobą...
.
Pisanie akademickie, czyli praca ze źródłami po anglosasku, oczywiście było już na studiach 1 stopnia, bo być musiało przed pisaniem pracy licencjackiej. Tutaj robi się drugi raz to samo. Teoretycznie, można by po prostu wymagać: mieliście na licencjacie, to macie umieć. Ale na licencjacie było to w pośpiechu, pod presją mnóstwa innych zaliczeń, nigdy nie przećwiczone porządnie (bo trzeba było porządnie ćwiczyć eseje do egzaminu). Nie można wymagać, żeby ta wiedza przetrwała dwa lata. No i jeszcze beneficjenci bolońskiej mobilności, którzy są na magisterce z anglistyki nie mając licencjatu z anglistyki: ci nigdy nie uczyli się pisać w MLA, APA ani Chicago. Zatem i w tym punkcie studia 2 stopnia po prostu zrobią powtórkę z 1 stopnia. 

Co można z tym zrobić?

Próbowaliśmy. Przez ostatnie reformy szkolnictwa wyższego trzeba było od nowa napisać praktycznie całą dokumentację kształcenia, przeorganizować siatki programowe itd. Mogliśmy - w teorii - wprowadzić takie zmiany, jakie w Radzie Programowej chcieliśmy. Ale pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da, albo: nie da się bez wygenerowania jeszcze większych problemów.

Pisanie pracy dyplomowej musi być na III roku licencjatu. Z punktu widzenia progresji umiejętności i jakości powstającej pracy, na ostatnim semestrze (choćby semestrze! nie roku!) powinno być tak:
- wcześniej zakończono zajęcia z pisania akademickiego (praca ze źródłami)
- żadnych większych obciążeń zaliczeniowo-egzaminacyjnych (aby się spokojnie skupić na researchu i pisaniu)
- wcześniej zakończono wszystkie przedmioty kierunkowe (bo wiedza z zajęć kierunkowych może się przydać w pracy dyplomowej - student może chcieć np. pisać licencjat z metod nauczania języka angielskiego, ale co zrobi, jeśli kurs z metodyki jest w ostatnim semestrze i kończy się wtedy, gdy praca licencjacka powinna być już gotowa?) 

Takie komfortowe (a raczej: po prostu rozsądne!) warunki pisania licencjatu można by zapewnić, gdyby skrócić szkolenie językowo-przedmiotowe do II roku, albo choćby do pierwszego semestru III roku. Ale to byłoby zabójstwo dla jakości kształcenia. Aby typowy student po dzisiejszej maturze osiągnął poziom biegłości językowej C1, trzy lata PNJ to absolutne minimum. Jak by nie próbować, zawsze wyjdzie, że w ostatnim roku III-letnich studiów musi być i praca dyplomowa i pełen blok PNJ pisanie + mówienie + gramatyka i najbardziej "kobylasty" egzamin końcowy. I jeszcze inne przedmioty, bo EQF/KRK nie pozwala mieć "luźniejszego" semestru na koniec, tylko wszędzie po 30+ ECTS (i tak samo na magisterskich). Nikt z nas, nauczycieli akademickich, nie chciał tego ułożyć w tak kretyński sposób, który rozprasza energię na tyle zadań, że trudno choć połowę zrobić porządnie. Nikt nie chciał sprowadzić połowy studiów magisterskich do poziomu powtórek z licencjatu. Nikt nie chciał tak poukładać przedmiotów, żeby wzajemnie sobie przeszkadzały i stawiały studentów wobec zadań, do których nie zostali dobrze przygotowani. Ale w ramach systemu 3+2 nie da się zrobić tego lepiej. Albo: nasz zespół doświadczonych dydaktyków, myśląc nad tym przez rok z okładem, nie potrafił zrobić tego lepiej. Jeśli ktoś potrafi, chętnie posłucham. (P.S. Udało nam się to na humanistyce drugiej generacji, gdzie nie trzeba ciągnąć szkolenia językowego przez 3 lata.)

Disclaimer: To nie jest głos poparcia dla wizji "5-2", która dziś atakuje mnie z mediów jako plany nowego rządu. Jeżeli mielibyśmy mieć studia 5-letnie, ale otwarte na opcję wyjścia po 3 latach z dyplomem licencjata/inżyniera, to wciąż trzeba by utrzymać układ przedmiotów dostosowany do 3+2. Nie wiem, czy nowy rząd ma potencjał intelektualny i strategiczny, by wprowadzić taką systemową zmianę, która przyniesie in summa więcej pożytku niż szkody. Jestem jednak przekonany, że w filologii angielskiej to właśnie system boloński 3+2 przyniósł szkodę. Dzisiejszy system kształcenia magisterskiego jest, jak oceniam, o jakieś 40% słabszy niż był(by) system 5-letni, jeśli chodzi o poziom wyszkolenia językowego i specjalistycznego. A kształcenie licencjackie, aby było sensowne, powinno na anglistyce trwać 4 lata, a przynajmniej 3,5. I uczelnie powinny mieć prawo ustalać to samodzielnie. Ewentualność przymusowego przejścia na "5-2" jest dość ponurą wizją, ale w jej krytyce warto pamiętać, że system boloński nie zasługuje na obronę. Nie z punktu widzenia jakości kształcenia.

Komentarze

Popularne posty